Mui Ne czyli jak być nierosyjską Rosjanką w Wietnamie

Mui Ne czyli jak być nierosyjską Rosjanką w Wietnamie

Wracając do relacji z Wietnamu, większość turystów prędzej czy później kończy w Mui Ne. Jest to przepiękne wybrzeże, zawłaszczone przez sieci hotelowe. Oprócz tego nie ma dosłownie nic. Jako atrakcje turystyczne polecane są: mierzący 49 metrów posąg leżącego Buddy, ale to nie jest żaden zabytek, po prostu poraża wielkością, a dodatkową atrakcją jest to, że można się do niego dostać wyłącznie kolejką linową, największy na świecie szkielet wieloryba, uważanego przez rdzennych mieszkańców Mui Ne za istotę świętą i opiekuńczą, zabytkowa świątynia czamska, białe wydmy, przypominające krajobraz Tatooine, czerwone wydmy oraz „strumyk wróżek”. Można to wszystko spokojnie opędzić w jeden dzień. W tym celu udaliśmy się do miejscowej agencji turystycznej, która, podobnie jak wszystkie tego typu biura, mieści się w salonie masażu i jest prowadzona przez Rosjan. Mui Ne w ogóle jest skolonizowane przez Rosjan. Ciężko usłyszeć na ulicy inny język,…

Jak jeszcze raz usłyszę „munshi” to zaduszę się naczosami

Jak jeszcze raz usłyszę „munshi” to zaduszę się naczosami

Stephen Frears jest klasą samą w sobie. Ojejuniu, jak on umi kręcić kostiumówki! Tak umi jak nikt. Jak się w nim zakochałam dziesiątki lat temu z okazji Niebezpiecznych związków, tak mi do tej pory zostało.  Frears poza tym uwielbia kobiety, zwłaszcza silne i władcze i to widać w każdym ujęciu kamery. Żeby daleko nie sięgać – z jaką on miłością sfilmował Meryl Streep w Boskiej Florence. Helen Mirren nigdy nie wyglądała piękniej niż w wieku 61 lat,  gdy zagrała królową Elżbietę II. Z jakim uczuciem filmuje Judi Dench w każdym filmie, który razem tworzą! Bo kompilacja Judi  Dench i Stephena to więcej niż klasa, to legenda. Nie będę wymieniać, bo i po co? W sumie dla mojego wywodu istotne jest tylko to, że poprzednim razem Judi Dench w roli królowej Wiktorii NIE obsadził Stephen Frears. Zaległości postanowił odrobić w tym…

Żelatyna

Żelatyna

Kojarzycie sytuacje, gdy po raz pierwszy w życiu usłyszy się jakieś słowo, poznaje się jego  znaczenie i nagle  okazuje się, że wszyscy o niczym innym nie mówią? W moi przypadku było tak z żelatyną. Poznałam to słowo w wieku jakiś dziesięciu lat, żelatyna wtedy funkcjonowała w postaci rozpuszczalnych, przezroczystych  płatów.  Była w każdym domu, bo za socjalizmu jak cokolwiek do sklepów rzucili, to się kupowało na zapas, obojętnie, czy potrzebne, czy nie. Ale że kuchnia nigdy mnie nie interesowała, to skąd mogłam wiedzieć, co to jest i do czego służy? Dowiedziałam się, kiedy sąsiadka z góry przyszła pożyczyć żelatynę od mojej Mamy. I znienacka to, udane skądinąd, słowo (bo jakoś tak jest, że „ż”  często dodaje wyrazom romantycznej wykwintności, jak oranżeria, żaluzja, żabnica, żonkil, żywopłot, aranżacja),   zaczęło wyskakiwać zewsząd. Ze Świata Młodych i Filipinki, z lekcji ZPT, z rozmów…

Twin Peaks

Twin Peaks

Na początek osobiste zwierzenie poczynię, że bywam sentymentalna. Wprawdzie na blogu i w ogóle na co dzień lubię się kreować na socjopatkę, jednak zasadniczo miewam przebłyski uczuć wyższych. Lubię na przykład powspominać stare czasy, a konkretnie, w jak czarnej dupie wtedy byłam, zresztą większość z nas i jak bardzo nierealistyczne wydawało mi się życie, które obecnie wiodę. Do tych rozważań natchnęły mnie: serial, film oraz trzynastolecie naszego członkostwa w Unii, które obecna partia rządząca stawia pod znakiem zapytania. Głównie chodzi o trucicieli i przybłędy, których obecnością zostaniemy niewątpliwie zalani, gdy tylko zasiedzimy się dłużej w strukturach, ale nie tylko, no bo kto to widział, żeby ktoś nam się wtrącał w wycinkę stuletnich dębów, zwłaszcza, że, jak ostatnio wyznała pani z nadleśnictwa, miały nie sto lat tylko zaledwie 98, co zupełnie zmienia postać rzeczy i naród odetchnął z ulgą, że się…