Polityka,  Życie

Pupa Józia, czyli dlaczego dajemy sobie wmawiać, że jesteśmy głupi?

To pytanie nurtuje mnie od dawna.  Nie potrafię zamknąć  tego ani w promilu tak trafnie, jak Witold Gombrowicz, ale trudno, spróbuję tą swoją toporną pisaniną wyrazić, o co mi chodzi. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego z taką wytrwałością staramy się udowodnić całemu światu, że mamy niedostatki intelektu. Być może nie jest to oczywiste na pierwszy rzut oka. Nie przypuszczam też, żeby ktokolwiek z Państwa miał tę myśl z tyłu głowy codziennie przed zaśnięciem. Jednak kiedy przeczytacie mój wywód, zrozumiecie, że jest to działanie przemyślane, realizowane metodologicznie i z żelazną konsekwencją. Co ciekawe, władza, która przy każdej okazji wspomina o zrywaniu z „pedagogiką wstydu” sama nas w te kompleksy wpędza.

 

1.Za głupi na szkołę

Państwo Elbanowscy, ratując maluchy, z uporem godnym lepszej sprawy dowodzili, że polskie dzieci są zapóźnione w rozwoju co najmniej o rok wobec rówieśników z reszty krajów europejskich. Prawo i Sprawiedliwości, gdy tylko objęło rządy, przyznało im rację, utrącając pomysł, by sześciolatki zaczynały edukację szkolną. W 2011 roku Komisja Europejska stworzyła dokument “Wczesna edukacja i opieka nad dzieckiem: zagwarantujmy wszystkim dzieciom w UE dobry start w przyszłość”. Można w nim było przeczytać, że “wczesna edukacja i opieka nad dzieckiem jest fundamentem umożliwiającym pomyślny przebieg uczenia się przez całe życie, integracji społecznej i rozwoju osobistego, a na dalszym etapie – czynnikiem zwiększającym szanse na zatrudnienie”.

Najwcześniej, bo już w wieku czterech lat edukację szkolną zaczynają dzieci w Irlandii Północnej. W 19 państwach spośród unijnych 28 sześciolatki idą do szkół w: Hiszpanii, Portugalii, Liechtensteinie, Francji, Włoszech, Belgii, Luksemburgu, Irlandii, Niemczech, Czechach, Węgrzech, Austrii, Chorwacji, Słowenii, Rumunii, Grecji, na Słowacji, Cyprze i Malcie. No ale państwu Elbanowskim udało się przeforsować przekaz, że polskie dzieci są na to za głupie, a minister Czarnek właśnie domyka temat, rekomendując na egzaminy maturalne ambitne zadania w rodzaju „pokoloruj drwala”.

 

2. Za głupi na czytanie

Nie będę się rozczulać nad przekazem telewizji publicznej zarządzanej przez człowieka, który wychodzi z założenia, że ciemny lud wszystko kupi, ani nad statystykami prowadzonymi przez Bibliotekę Narodową, z których wynika, że w ubiegłym roku co trzecia osoba w Polsce przeczytała książkę. Ale nie wiadomo, jaką. Mogła to być książka kucharska.

Chodzi mi o bardzo trywialną sprawę: lektor.  Tak się złożyło, że byłam w paru miejscach na świecie. Najpierw przypadkiem, a potem celowo w każdym kraju, w którym zdarzyło mi się być, włączałam telewizor. Do tej pory nie trafiłam na obcojęzyczny film z lektorem. Wszędzie są napisy i naprawdę nie mam tu na myśli krajów europejskich. Zagraniczne filmy z napisami są emitowane na Sri Lance, gdzie analfabetyzm wśród kobiet sięga 10 proc, a wśród mężczyzn siedmiu, w Indonezji, gdzie 6 proc. obywateli nie umie czytać ani pisać, w Maroku, gdzie ponad 27 proc. ludzi nie opanowało tej sztuki.

Na lotnisku w Colombo nasi znajomi omal nie wywołali powszechnej paniki. Czekaliśmy we czwórkę na samolot do Male, ja siedziałam naprzeciwko podwieszanego pod sufitem telewizora, obok mnie siedzieli dwaj Lankijczycy, a znajomi i mój mąż naprzeciwko, tyłem do telewizora, z coraz bardziej niepewnymi minami. W końcu znajomy nie wytrzymał: Nie wsiadamy do tego samolotu, ci panowie ciągle coś mamroczą, pewnie odmawiają modlitwę przez atakiem terrorystycznym. Ponieważ siedziałam po właściwej stronie, to wiedziałam, że nie odmawiają żadnej modlitwy, tylko pilnie czytają napisy do filmu „Love actually”, jako że akurat był okres przedświąteczny.

Filmy z napisami są emitowane na Dominikanie, Kubie, w Izraelu, Grecji, Kostaryce, Wietnamie, Tajlandii, Egipcie, Tunezji, Gambii, Wenezueli. W Polsce lektor musi nam czytać, jak dziecku i to jest, gwarantuję, ewenement na skalę światową.

 

3. Za głupi na urnę

W Polsce w zakresie pogrzebów obowiązuje prawo z 1959 r., które w zdecydowanej części stanowi kopię przepisów sprzed II wojny światowej i stawia nasz kraj na szarym końcu Europy. 5 lat temu ówczesny minister zdrowia powołał zespół do spraw opracowania nowego projektu ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych, ale sprawa rozeszła się po kościach.  Pozostałością po niej są tak zwane łąki pamięci, na których mogłyby być rozsypywane prochy zmarłych. W wielu miastach rzeczywiście powstały, ale działają w zasadzie nielegalnie, opierając się na projekcie prawa, które ostateczne nie weszło w życie.

W większości cywilizowanych krajów, o korzeniach, ujmijmy to umownie, judeochrześcijańskich,  urnę z prochami zmarłego można: pochować na cmentarzu, trzymać na kominku, rozrzucić prochy w dowolnym miejscu lub wykorzystać je do produkcji wazonu, jak niedawno uczyniła wdowa po zmarłym na Covid-19 Nicku Cordero. Żeby jej codziennie (ten wazon) przypominał. W Polsce bliskim osoby zmarłej nie wolno ani na chwilę powierzyć urny z prochami. A bo to wiadomo, co z tymi prochami zrobią? Przecież są tak głupi, że mogą je pomylić z Vegetą i dosypać do zupy, albo wykorzystać jako piasek w kociej kuwecie.

 

4. Za głupi na Europę

Sytuacja, gdy każdy Polak może, nikomu się nie tłumacząc, wyjechać za granicę jest nie do przyjęcia dla Jarosława Kaczyńskiego. On sam był za granicą bodaj dwa razy, stąd wie, że nie ma tam nic ciekawego do oglądania. A dla ministra Czarnka wyjazd zagraniczny okazał się koszmarem, bo odwiedził bar dla gejów i do tej pory to przeżywa. Więc skoro nawet jemu, z niezachwianymi wartościami moralnymi, ciężko było poradzić sobie z tą traumą, to co dopiero zwykłemu Polakowi?

To już lepiej nikogo na takie widoki nie narażać. Jeszcze ktoś zobaczy, że poza Polską ludzie żyją inaczej, mają jakieś prawa, policja ich nie pałuje, pigułki po można kupić w każdej aptece, a w niektórych krajach również w Rossmanie, wszystkie pary mogą publicznie trzymać się za ręce i po co to komu? Niech ludzie siedzą po domach, przecież wszystkiego, co potrzebują, dowiedzą się z TVP.  Dlatego Polexit staje się dla ekipy rządzącej kwestią być albo nie być. Na razie mentalny, ale w Wielkiej Brytanii też się od tego zaczęło.

 

5. Za głupi na prawa człowieka

W krajach europejskich, za wyjątkiem Malty, Lichtensteinu, Andory i San Marino obowiązuje prawo dopuszczające przerywanie ciąży na życzenie. W Wielkiej Brytanii i Finlandii pod warunkiem, że spełnione są określone kryteria, czyli z m.in z powodu ekonomicznych lub gdy poród i opieka nad dzieckiem stanowią zbyt duży wysiłek dla matki biorąc pod uwagę jej obecne i przyszłe warunki życiowe.

We wszystkich krajach Europy Zachodniej i tu nie ma wyjątków, prawa LGBT są regulowane co najmniej na poziomie związków partnerskich. W większości funkcjonuje pełne zrównanie ze związkami hetero, z zawieraniem małżeństw cywilnych włącznie.
Rząd, zresztą nie tylko ten, bo poprzednie również, uważa, że Polacy są na to za głupi. Jeśli tylko przyzna się gejom i lesbijkom jakiekolwiek prawa, to wszyscy momentalnie stają się gejami i lesbijkami. No bo jak inaczej tłumaczyć argumentację, że prawa LGBT zagrażają rodzinom? Najlepiej niech będzie tak, jak jest: geje i lesbijki niech płacą podatki, siedzą cicho i dziękują PiS-owi, że nie są katowani przez policję codziennie, tylko co jakiś czas.

My, Polki, jesteśmy uważane za tak bardzo głupsze do naszych koleżanek z reszty krajów europejskich, że gdyby tylko poluzowano prawo aborcyjne, to byśmy zachodziły w ciąże tylko po to, żeby je usunąć. Urządzałybyśmy party aborcyjne, podczas których kąpałybyśmy się we krwi płodów, a potem przerabiałybyśmy je na kremy przeciwzmarszczkowe. Nic to, że restrykcyjne prawo doprowadziło do sytuacji, że mamy w Polsce najniższy przyrost naturalny od II wojny światowej, a po wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej i jednoczesnym wzroście zgonów o 90 proc. w relacji do ubiegłych lat, będzie jeszcze gorzej.  Zresztą już Grzegorz Schetyna zadeklarował, że “nie chce aborcji na życzenie” i będzie rodził, choćby nie wiem co. Trudno, lepsza katastrofa demograficzna niż żeby pozwolić Polkom decydować o własnym macierzyństwie. Jeszcze by nam przyszło do głowy, że nie jesteśmy takie głupie, jak nam się wmawia, to dopiero byłby koszmar!

No i tak sobie żyjemy, jak ten  gombrowiczowski Józio, wpędzani w przeświadczenie o własnej gorszości, czekając w napięciu, czy ludzkie pany pozwolą nam wyjść do sklepu, czy może i na to jesteśmy za głupi. I sprawdźmy, co Józio ma do powiedzenia w temacie, który osobiście zgłębił:

Porwałem się do ucieczki, ale coś mnie z tyłu chwyciło jak w kleszcze i przygwoździło na miejscu – dziecięca, infantylna pupa mnie chwyciła. Z pupą nie mogłem się ruszyć, belfer zaś wciąż siedział i siedząc wyrażał  doskonałą belferskość.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *