Inteligencja – wypierdalać!

13681022_1197441906965341_33603286294761447_n-jpg

Nie będę już przytaczała po raz kolejny oklepanej anegdoty, jak to Jan Himilsbach wpadł do SPATiF-u z takim właśnie hasłem, bo wiadomo, że skończyło się tym, że Gustaw Holoubek wypierdolił z lokalu. Nie chodzi bowiem o samo zdarzenie, lecz o niezwykłą karierę, jaka w minionych latach stała się udziałem tego – bolszewickiego w swojej istocie – wezwania.

Myślę, że każdy z naszego pokolenia jest w stanie przypomnieć sobie, jak to się zaczęło. Bo zaczęło się na naszych oczach, chociaż pewnie nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Nie wykluczam, że był to wcześniejszy proces, który sobie pełzająco eskalował. Zaczęło się od niewinnych wrzutek tu i ówdzie, którym w dodatku ciężko było odmówić słuszności. Bo co w sumie złego jest w sprzeciwie wobec lansowanego przez kolorowe magazyny dyktatowi ideału kobiety, na dodatek mocno oszukanego photoshopem? Albo w  dowolności dobierania sobie lektur, tym bardziej, że badania socjologiczne dowiodły, że nie ma lepszego sposobu  na obrzydzenie książki niż wpisanie jej na listę lektur obowiązkowych. I dlaczego wszyscy mamy chodzić na sztuki Szekspira, albo słuchać symfonii, skoro wolimy pośmiać się z faceta w pończochach i podobają nam się utwory już słyszane? Zresztą wiadomo, że wiele najtęższych umysłów w historii ludzkości uwielbiało kryminały, komedie i lekką muzykę, więc tym bardziej nie ma się czego wstydzić. Najważniejsze, żeby dobrze czuć się z samym sobą, czyż nie?

To był pierwszy etap i, tak jak pisałam, założeniu trudno odmówić słuszności. W końcu dlaczego dobrze się bawić mogą tylko chudzi, zamożni erudyci z własnym fotelem w operze?

Na tamtym etapie, pamiętam, malkontenci jeszcze rwali włosy z głowy, że dzieciaki czytają Harry’ego Pottera, bo to żadna literatura, a głupi starzy się cieszą, że w ogóle cokolwiek czytają. Ale co tam, myśleliśmy sobie, mamy zbyt solidne podstawy, żeby nam zaszkodził jakiś Big Brother,  pojedynczy Harlequin, czy Jesteś szalona, upchnięta na weselu między Lady Pank i Celine Dion, ot, taki folklor, traktowany ironicznie.  W końcu mamy wybór, jak ktoś chce to niech se przełączy na Spotkania z Balladą, MdM albo Waldemara Malickiego.

Mottem drugiego etapu, który, moim zdaniem, rozpoczął się jakoś z dekadę temu, było „bez wstydu”.  Jesteś gruby/a, masz tłuste strąki, przeczytałeś w życiu tylko książkę kucharską, nigdy nie byłeś w teatrze, nie potrafisz wyartykułować myśli, o ile w zdaniu nie znajdzie się chociaż jedna „kurwa”, nie rozumiesz przekazu, jeśli nie zawiera odnośnego sympatikonu –amerykańska piosenkarka Aaliyah  zginęła w katastrofie samolotu :-( – ale za to potrafisz odmieniać „pierdolić” przez wszystkie przypadki, czasy oraz tryby, nic to, Baśka, najważniejsze, że akceptujesz siebie. Wybór nadal był, ale już taki bardziej niszowy, bo cała popkultura poszła za popytem i można było co najwyżej zdecydować, czy idziemy do kina na Taxi 4 czy Szybkich i wściekłych 5, wybrać między Życiem na gorąco i Rewią lub między Galą i Vivą. To był początek kultu bylejakości. 

Przekaz był jasny: kimkolwiek jesteś, nie zmieniaj się!  A już szczególnie nie staraj się ulepszyć. Nie czytaj, nie interesuj się, nie chudnij, nie lecz trądziku. Swoją niezłomną postawą kontestujesz dyktat elit, które nie są pod żadnym względem lepsze od ciebie, nic nie umieją, nic nie pracują,  tylko im rodzice załatwili. Pamiętam sprzed kilku lat poruszający artykuł w Wysokich Obcasach o kobiecie w okolicach trzydziestki, mieszkającej z mamą  i mającej wyjątkowego pecha do mężczyzn. No po prostu co trafiała to dramat. Były też zdjęcia. Pomyślałam: kochana, jakbyś tak czasem umyła włosy i zarzuciła jakąś poszewkę na swój barłóg, to może los by się troszku odmienił? Tak, jestem opresyjna, wiem.

Trzeci etap obserwujemy obecnie. Już nie wystarczy być nikim i niczego w życiu nie osiągnąć. Ważne, żeby odebrać innym to, na co latami ciężko zapracowali. Zakwestionować wszystkie ich zasługi. Pogrążyć wszystkie autorytety. W końcu ich istnienie jest wrzodem na naszym nicnierobieniu, więc tym bardziej trzeba się z nimi rozprawić.  Brak wstydu, że jest się zerem, to za mało. Wszyscy muszą być zerami. A nawet mniej niż zerami. Licealista z Baniochy, którego największym osiągnięciem jest heroiczny hejt w internecie, musi namacalnie doświadczyć tego, że bohater Powstania Warszawskiego był sprzedawczykiem, zaprzańcem, a najpewniej konfidentem, laureat Pokojowej Nagrody Nobla donosił  oraz robił przekręty na Totolotku, bohaterka Solidarności, wychowująca latami cudze dzieci, była pijaczką, zaś morderca i gwałciciel z Podlasia – wyklętym bohaterem, ważniejszym od wszystkich żołnierzy AK. Każdy Ukrainiec to banderowiec,  z Bartoszewskiego żaden profesor, bo wiadomo, że Żyd, Geremek, swołocz jedna, przypisał se zasługi za przystąpienie Polski do NATO, a wiadomo, że go tam nawet nie było, papież  (zwany papieżem Franciszkiem, w odróżnieniu od jedynego prawdziwego papieża) to zwykły mason, a nie wiadomo, czy też nie Żyd, 50 twarzy Greya to piękna książka, chociaż nieżyciowa (główny bohater podobno dba o higienę)  i co się wielkiego stanie, jak dzieciak zrobi kupę do Bałtyku, w końcu mewy też srają.

Nie podoba się? Znaczy, że nie jesteś patriotą, nie ma dla ciebie miejsca w tym kraju. Tygodnik Do Rzeczy opublikował właśnie listę zaprzańców, którzy gardzą polskim narodem, wstającym aktualnie z kolan i gotowym do bitki ze wszystkimi. Biorąc pod uwagę obecny stan armii, orężem będą prawdopodobnie bachorze kupy oraz butelki po piwie z Biedronki. Wroga można także obezwładnić, zarzucając mu na głowę parawan.

Nie podoba się? To wypierdalaj z tego kraju, pomiocie niemiecki, sprzedawczyku Brukseli, lewacka kurwo, skrycie marząca o arabskim gwałcie, wypierdalaj, nikt za tobą płakać nie będzie.

ERRATA, 7.08.2017. Uprzejmie informuję, że zdjęcie zamieszczone w artykule jest skanem okładką tygodnika Do Rzeczy. Dobór widocznej na nim elity nie jest moim autorskim pomysłem, lecz tak ją widzą i definiują prawicowi publicyści. Ja zaś jestem za tępa, niestety, żeby dobrze przyciąć kadr. Może tym razem się uda:

13681022_1197441906965341_33603286294761447_n-jpg