Monkey business

Monkey business

Mam tak samo jak ty, cytując klasyka, pełno w głowie zwierzęcych osobowości, które w mniejszym lub większym stopniu zainfekowały mnie na resztę życia. Szarik Janka, Chaber Janeczki i Pawełka, Czarka Irki, niedźwiedź pana Adamsa, tygrys Pi i najważniejsza ze wszystkich – małpka Pippi. Nie waham się przyznać, że Pan Nilsson wywarł na mnie ogromny wpływ , wręcz przypuszczam, że w ogólnym rozrachunku większy niż Kościuszko z Chopinem, chociaż w rozmowie z wyborcą PiS-u pewnie bym się tego wyparła.

Tak czy inaczej, od wczesnego dzieciństwa ciągnie mnie do małp i, jak dotąd, nie zraziły mnie liczne niezbyt miłe doświadczenia.  Z małpami kłopot jest taki, że są bardzo podobne do ludzi. Czyli  interesowne, bezczelne, sprytne, a na domiar złego szybkie, skubane. Mogą bez problemu robić nas w bambuko, gdy wzruszeni ich bezbronnymi mordkami, zamieramy w zachwycie, przekonani, że właśnie mamy do czynienia z początkiem pięknej przyjaźni, podczas gdy chodzi tylko o orzeszki. Wyciągają te swoje małe rączki, a mi serce mięknie.  I chociaż dalszy ciąg da się precyzyjnie przewidzieć, tak czy inaczej zawsze się nabieram.

No bo jak? Jak można odmówić TEMU?

malpa11

 

Pierwszy kontakt z gambijskimi małpami nastąpił w parku narodowym Makasutu. Przewodnik wprowadził nas do ogrodu, gdzie były rozstawione stoliki i krzesła dla gości i powiedział, żebyśmy chwilę poczekali. Punkt dziesiąta poczułam, że ktoś za mną usiadł.

malpa13

 

Jak się okazało, był to zwiadowca. Najwyraźniej uznał, że nie stwarzamy zagrożenia, bo w mgnieniu oka pojawił się wokół nas tłum, pieszo i z użyciem innych środków transportu.

malpa5

 

Jak się stopniowo zorientowałam, przyszły 4 rodziny pawianów, każda licząca po kilkudziesięciu krewnych. Miały ustalone strefy wpływów. Najbardziej wygrana była ta z dostępem do piachu na górce. Tuż obok restauracji znajdowała się piaszczysta, obmurowana górka. Nie wiem, co takiego cennego krył piach, niemniej jednak okazał się na tyle atrakcyjny, że bez przerwy ktoś prowadził tam szeroko zakrojone prace wykopaliskowe. Na tym tle co chwila dochodziło do ostrych awantur, gdy tylko pojawił się cień podejrzenia, że sąsiad zajął lepszy kawałek piachu, z pogonieniem wroga włącznie, w akompaniamencie rynsztokowych przekleństw.

malpy9

 

Tak wyglądają wykopaliska w zbliżeniu. A tak w szerszej perspektywie:

malpy10

 

Grupa niezainteresowana piachem, lub, co też możliwe, pozbawiona dostępu do niego, utworzyła tymczasem zbiorowisko outsiderów, takie trochę, odniosłam wrażenie,  z hippisowskim zacięciem i, z dala od gorączki piachu, prowadziła integrację międzygatunkową.

malpa8

 

Po południu, gdy wróciliśmy z obchodu parku, pawiany zaczęły się zbierać. Przeszukały jeszcze kosze na śmieci, w końcu nie zaszkodzi się upewnić, czy nic wartościowego nie zostało, ale jako że na wycieczce byli sami Polacy, a lancz z góry opłacony to nie miało prawa nic się zmarnować, więc skończyło się rozczarowaniem.

Rozgrzani tą jakże udaną konfrontacją z kuzynostwem, następnego dnia wybraliśmy się do małpiego parku w Senagambii. Senagambia jest sztucznym tworem pseudomiastowym, utworzonym przy hotelu o tej samej nazwie. Składa się wyłącznie z restauracji, sklepów i kantorów wymiany walut. W hotelu Senegambia mieszka z milion ludzi, więc popyt na tego rodzaju usługi jest. Na wypadek gdyby ktoś chciał skorzystać z oferty pozastandardowej to także jest możliwość, stoi wystrojona na każdym rogu.

My akurat  potrzebowaliśmy tubylczego towarzystwa, chociaż w innym zakresie. Nasz hotel był położony w odległości kilku kilometrów od Senegambii, więc konieczny był transport. Tak poznaliśmy Pa. Pa jest w wieku, na moje oko,  od 30 do 60 lat, nosi czapkę z daszkiem , po której go rozpoznawaliśmy, i dysponuje rozklekotanym autem w wieku kwalifikującym do biernego prawa wyborczego w większości krajów. Co jakiś czas gasły mu światła drogowe, co za dnia nie miało większego znaczenia, jednak po zmroku czasem przeszkadzało. Ale najcenniejszą cechą Pa było to, że nie mówił bez przerwy, a to rzadkie u Gambijczyków. Przypuszczam, że wśród rodaków mógł uchodzić za mrukliwego ponuraka.

Kiedy wracając wieczorem z kolacji, zapytaliśmy Pa o miejsce, gdzie można spotkać małpy, zaoferował się na przewodnika i w bonusie dorzucił krokodyle. Nie jestem wielką entuzjastką krokodyli, no ale skoro już jesteśmy… Pa wyjaśnił, że do małp najlepiej iść o 10-tej rano, czyli, jak się domyślam, jest to pora, o której wstają wszystkie małpy w Gambii.

Przed wejściem do parku widnieje wielka tablica, by nie karmić małp.

malpa14

 

Zakaz ten funkcjonuje na zasadzie:  zwykle nie, no ale… Jak się zorientowaliśmy, jest to bardzo popularna reguła w Gambii i wszyscy jej rygorystycznie przestrzegają. Pa szedł w zaparte, że małpy rozpoznają kolor skóry i podchodzą tylko do białych, bo wiedzą, że mogą liczyć na orzeszki. Nie są jednak nachalne, w każdym razie jeszcze nie. W porównaniu z kuzynkami, mieszkającymi w ogrodach świątynnych na Bali, są wręcz  idealnie wychowane. Balijskie małpy są tresowane do kradzieży turystom okularów przeciwsłonecznych i spinek do włosów. Gambijskim jeszcze to nie przyszło do głowy, ale okulary na wszelki wypadek schowałam.  Z małpami idzie się całkiem dobrze porozumieć. Jeśli zdarzy się, że którąś poniosą nerwy i pod wpływem emocji zerwie chwilowo z savoire- vivrem, wystarczy pokazać gest, zrozumiały dla małp na całym świecie – pustą, otwartą dłoń. To zawsze działa.  W bonusie udało nam się uwiecznić prezentację Żwirka i Muchomorka, którą jedna z małp wykonywała na drzewie, a to rzadka umiejętność. Wiem, bo próbuję od lat.

malpa6

 

malpa1

malpa3

 

Metodę wyłudzania orzeszków mają dopracowaną do perfekcji. Przysiadają koło nóg, patrząc prosząco i wyciągają rączki. Po otrzymaniu fistaszka, wprawnym ruchem wycierają go o futerko, po czym obierają ze skorupki i brązowych łusek. Stary był tym wyraźnie zgorszony: to ja żrę z tym brązowym, a one sobie obierają! Nie zauważyłam, żeby którakolwiek z napotkanych małp zjadła niewytarty orzeszek. Zawsze czyszczą je przed jedzeniem.

Po małpach pojechaliśmy do krokodyli. W życiu nie spodziewałam się czegoś takiego. Zakładałam, że będzie to jakiś basen z krokodylami, na które można sobie popatrzeć z góry. Na pewno nie oczekiwałam, że po wejściu do parku, potknę się o szarą kłodę, która okaże się … no krokodylem właśnie. Leżą sobie wszędzie, leniwe i senne. I można z nimi zrobić tak:

malpa02

 

Za plecami mam dwa inne i jeszcze jednego po mojej prawej. Przyznam, że w takiej sytuacji ciężko nie myśleć o filmach typu Miłość, szmaragd i krokodyl albo Krokodyl Dundee, w których krwiożercze bestie z rozdziawioną paszczą rzucają się na człowieka znienacka.  Niech ktoś spróbuje, zachęcam, może będzie miał tęższą minę.