• Miejsca,  Życie

    O czym myślę gdy myślę o lataniu

    Murakamiego przepraszać nie będę, sam podpierdolił tytuł Carverowi. Tyle w kwestii zagajenia, teraz flaki. Otóż wiadomym mi jest, że istnieją osoby, które nie boją się latać, do samolotu wsiadają z radością w sercu i uśmiechem na twarzy, a niektórzy nawet twierdzą, że ich to relaksuje. Znam takie osoby, ale nie wierzę. Tu musi być jakiś grubszy szwindel. Nijak nie potrafię sobie wyobrazić, by perspektywa bycia zapakowanym do metalowej puszki wraz z tłumem innych ludzi, zawieszonej gdzieś w przestworzach, której, co dla mnie ma znaczenie podstawowe, nie da się opuścić w dowolnym momencie, może być uważane za frajdę, albo przynajmniej specjalnie nie przeszkadzać. Burzę się, gdy strach przed lataniem nazywany jest…

  • Miejsca

    Po sezonie

    Uczuć, jakie łączą mnie z polskim dmorzem, nie waham się nazwać ambiwalentnymi.  Dmorze funkcjonuje w naszym rodzinnym słowniku od czasów, gdy Gremlin uczył się mówić. Wiedziony tajemniczą logiką zauważył wówczas, że skoro mówi się “na działkę”, “za zakupy” czy “na wakacje” to mianownikiem od “nad morze” powinno być dmorze i taką formę przyjął w mowie potocznej. Okazała się równie chwytliwa jak moja autorska fluksja w znaczeniu kolorystycznym. Zresztą kwestie językowe to pikuś, z polskim dmorzem sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Dziecinnie łatwo je pokochać i to w znaczeniu dosłownym, gdyż ta miłość najczęściej datuje się wczesnych lat dzieciństwa. Wtedy do  pełni szczęścia w zupełności wystarczyła łopatka, furkoczący samolocik na rozwijanej…