• Kultura

    Nessun dorma

    Ależ nam się posypało filmowymi biografiami! „Bohemian Raphsody”, „Rocketman”, oscarowa „Green book” też jest w zasadzie biografią, a teraz „Pavarotti”. Akurat nie uważam tego za dobry sygnał, bo sugestia, że kultura zatoczyła koło i zrobiło się już tak źle, że  pozostało nam już tylko wspominanie dawnych czasów („Yesterday”, „W deszczowy dzień w Nowym Jorku”), nasuwa się zbyt natrętnie. Jeśli chodzi o operę to kłopoty są dwa. Pierwszy jest taki, że jeśli się nie jest śp. Bogusławem Kaczyńskim to orientację w temacie można jedynie udawać. To akurat nie jest trudne, bo w tym celu nie trzeba znać się na operze, wystarczy rozróżniać języki. Jeśli chcemy zabłysnąć w towarzystwie i akurat leci…