• Kultura

    Filmy oscarowe ciąg dalszy

    No więc wracając do Oscarów… A bo w ogóle, zapomniałam, to był taki myk: od początku roku realizuję pewien plan numerologiczny. Kolejne cyfry odpowiadają zobowiązaniom z różnych dziedzin życia: np. siódemka na bieżni, piątka na wadze, cztery przeczytane  książki w miesiącu itd. Największy problem jest, oczywiście, z piątką na wadze, ale liczę, że kiedy zrealizuję pozostałe, to mi ta piątka wskoczy z automatu. Na razie, mimo postępującej realizacji na innych polach, ciągle nie wskakuje… Liczbę wpisów na blogu docelowo ustaliłam na trzy miesięcznie, chociaż nie przypuszczam, żeby moje życie oraz przemyślenia (zwłaszcza one) zasługiwały na aż tyle.  No chyba, że będę strasznie pijana (co znacząco oddala wizję piątki), bo wtedy…

  • Kultura

    Subiektywny, niepełny i skrótowy ranking filmów oscarowych, a co gorsza w częściach. Nie warto czytać…

    Obejrzałam już prawie wszystkie, bez „Romy” (nadal dochodzę do siebie po „Zimnej wojnie”)  i „Czarnej Pantery”, no bo jednak trochę się szanujmy. Nie mam nic przeciwko Marvelowi, nawet lubię, ale ta nominacja to jakaś pomyłka. No więc tak: „Czarne Bractwo BlackKKKlansman” Spike’a Lee.  Lee  wytyczył, podobnie jak Lantimos w „Faworycie”, nową drogę opowiadania o dyskryminacji. Potraktował ten temat jak każdy inny, bez padania na kolana, tworzenia moralitetów, rozdrapywania ran. Amerykańskie wyrzuty sumienia na tle segregacji rasowej są Europejczykom równie bliskie co muzyka country, futbol amerykański  i głosy elektorskie, czyli teoretycznie rozumiemy, ale niekoniecznie współodczuwamy. Lee stworzył film uniwersalny, zrozumiały wszędzie, a nawet, tu mocno zaryzykuję, trochę pojechał  kultowym „Big Lebowskim”. …