Filmy dla dorosłych. Ale nie takie…

Filmy dla dorosłych. Ale nie takie...

Zacznijmy od rozgrzewki, czyli zdefiniowania co to jest film dla dorosłych.  I tu psikuta, bo wcale nie to. Jasne, na pewnym etapie te, które ja mam na myśli i te, które Państwu zapewne przyszły do głowy, są bardzo do siebie podobne. Czyli fabuła jest kwestią drugorzędną, w zasadzie mało istotną, stanowiącą tylko tło. Podobnie didaskalia. Nie ma większego znaczenia, gdzie rozgrywa się film, czym bohaterowie zajmują się zawodowo i jak mieszkają.  To tak w odróżnieniu od filmów akcji, gdzie kluczowym jest fakt, że główny bohater jest detektywem, czy obyczajówek z wyższych sfer, w których najważniejsza jest torebka Baywatch Mullberry. Wyjaśniwszy te subtelności, dochodzimy do skrzyżowania. Treścią filmów dla dorosłych, o których chcę napisać, są emocje i relacje międzyludzkie. Jest od nich aż gęsto.  Czyli odwrotnie niż w tych innych. Ostatnio cosik przymało jest takich, znaczy tych pierwszych. Myślę, że głównym…

Z gulaszem papryka, ty ze mną, z tobą ja

Z gulaszem papryka, ty ze mną, z tobą ja

Ze szczęściem są dwa zasadnicze problemy. Po pierwsze ciężko je osiągnąć. Bo, powiedzmy sobie szczerze, ciągle coś: jeszcze tylko wyremontuję chałupę, zmienię nos/ figurę/ zęby/ wynik na bieżni,  spłacę kredyt, jeszcze dziecko zda cośtam, a w kraju wreszcie będzie normalnie, ale ja się wtedy rozkręcę,  że normalnie ojezu.  Owszem, trzeba trochę poczekać, ale jak się to już wszystko zdarzy, to ja w tej wypindrzonej chałupie, chuda i bogata, z kondycją charta wyścigowego , z potomstwem, które cudem nie stoczyło się do rynsztoka, w szaleństwie liberalnej demokracji, oślepiając wybielonym uzębieniem, to ja już nic tylko usiądę i wreszcie będę szczęśliwa. I tak mijają lata i człowiek sobie uświadamia, że życie zamieniło się w poczekalnię u dentysty. Drugi kłopot nie jest wcale lajtowy. Bo szczęście, kiedy już się je osiągnie, okazuje się dość wkurzającym stanem, nie wspominając, że ogłupiającym. Jakiś czas temu…

Polska zasługuje na PiS

Polska zasługuje na PiS

Kiedy mniej więcej rok temu po raz pierwszy usłyszeliśmy chwytliwe hasło o świniach oderwanych od koryta, których kwik rozpaczliwie niesie się przy każdej próbie wyrażenia sprzeciwu wobec czegokolwiek, byłam pewna, że zrobi oszałamiającą karierę. W tym krótkim przekazie zawiera się bowiem wszystko, co forsuje Prawo i Sprawiedliwość. Nieważne, jakie masz kwalifikacje, jak długo się uczyłeś, zdobywałeś doświadczenie, czy masz talent czy nie masz, twój byt uzależniony jest wyłącznie od koryta, którym zarządza władza. W jej wyłącznej gestii leży decyzja, czy zasługujesz na to, by załapać się na rozdawnictwo dóbr i przywilejów, czy też nie. I nie ma tu znaczenia, czy jesteś światowej klasy transplantologiem, sędzią z wieloletnim dorobkiem, hrabią, spowinowaconym z większością europejskiej arystokracji, laureatem Nobla czy aktorem, który zagrał w superprodukcji z hollywoodzką megagwiazdą. Kłopot polega na tym, że PiS, a w jeszcze większym stopniu jego elektorat, jest szalenie…