• Miejsca

    Po sezonie

    Uczuć, jakie łączą mnie z polskim dmorzem, nie waham się nazwać ambiwalentnymi.  Dmorze funkcjonuje w naszym rodzinnym słowniku od czasów, gdy Gremlin uczył się mówić. Wiedziony tajemniczą logiką zauważył wówczas, że skoro mówi się „na działkę”, „za zakupy” czy „na wakacje” to mianownikiem od „nad morze” powinno być dmorze i taką formę przyjął w mowie potocznej. Okazała się równie chwytliwa jak moja autorska fluksja w znaczeniu kolorystycznym. Zresztą kwestie językowe to pikuś, z polskim dmorzem sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Dziecinnie łatwo je pokochać i to w znaczeniu dosłownym, gdyż ta miłość najczęściej datuje się wczesnych lat dzieciństwa. Wtedy do  pełni szczęścia w zupełności wystarczyła łopatka, furkoczący samolocik na rozwijanej…

  • Miejsca,  Życie

    Zapiski na serwetce ze stołówki cz. 3

    Dzień czwarty Nie jest dobrze. Zaczynam przeczuwać istnienie mięśni, o które się dotąd nie podejrzewałam. Wszystkie je szczegółowo wypunktował pan Tadeusz podczas wieczornego masażu. Wymiana naszych opinii na ten temat była raczej zdawkowa i jednostronna. Ja co jakiś czas wydawałam naznakowane cierpieniem piski, na co Tadeusz wyrozumiale pytał: tutaj boli? Po czym przyciskał jeszcze mocniej. Myślę, że na jakiś czas straciłam czucie w ręce, na szczęście prawej, więc to chyba nie był jednak zawał serca. Koleżanka mnie wyśmiała. Jej masażysta wychodzi z założenia, że jeśli klient nie skacze pod sufit wrzeszcząc przeraźliwie, to znaczy, że coś poszło nie tak. Dzisiaj za namową pielęgniarki zrezygnowałam z drenażu na rzecz zabiegu o…