• Kultura

    Subiektywny, niepełny i skrótowy ranking filmów oscarowych, a co gorsza w częściach. Nie warto czytać…

    Obejrzałam już prawie wszystkie, bez „Romy” (nadal dochodzę do siebie po „Zimnej wojnie”)  i „Czarnej Pantery”, no bo jednak trochę się szanujmy. Nie mam nic przeciwko Marvelowi, nawet lubię, ale ta nominacja to jakaś pomyłka. No więc tak: „Czarne Bractwo BlackKKKlansman” Spike’a Lee.  Lee  wytyczył, podobnie jak Lantimos w „Faworycie”, nową drogę opowiadania o dyskryminacji. Potraktował ten temat jak każdy inny, bez padania na kolana, tworzenia moralitetów, rozdrapywania ran. Amerykańskie wyrzuty sumienia na tle segregacji rasowej są Europejczykom równie bliskie co muzyka country, futbol amerykański  i głosy elektorskie, czyli teoretycznie rozumiemy, ale niekoniecznie współodczuwamy. Lee stworzył film uniwersalny, zrozumiały wszędzie, a nawet, tu mocno zaryzykuję, trochę pojechał  kultowym „Big Lebowskim”. …