Mała czarna część 1

Mała czarna część 1

Przyznam, że jestem fanką basic wardrobes, capsule wardrobes i w ogóle wszelkich porad dotyczących tego, co powinnam mieć w swojej szafie, żeby niewielkim nakładem kosztów wystroić się jak szczur na otwarcie kanału. Wprawdzie nie pomnę, by kiedykolwiek wyszło mi zastosowanie się do nich, ale to nie znaczy, że rady są złe. Rady są wypas, tylko ja widać nie dorosłam. W związku z tym od dwudziestu lat wyglądam jak coś, co lada chwila się wypierzy, ale z nieznanych powodów zatrzymało się w pół drogi. Jednym słowem stylistka ze mnie jak z koziej dupy trąba, a to co tutaj prezentuję to nie żadne tam „stylizacje” tylko zwyczajne ubrania. Orientuję się, że w obecnych czasach przyznanie się do tego to taki sam wstyd jak  zarabianie średniej krajowej, grzybica lub jedzenie parówek. Zwłaszcza, że metrykalna 40-tka niejako z definicji implikuje raczej stosowanie się do wskazówek…