Filmy dla dorosłych. Ale nie takie…

Filmy dla dorosłych. Ale nie takie...

Zacznijmy od rozgrzewki, czyli zdefiniowania co to jest film dla dorosłych.  I tu psikuta, bo wcale nie to. Jasne, na pewnym etapie te, które ja mam na myśli i te, które Państwu zapewne przyszły do głowy, są bardzo do siebie podobne. Czyli fabuła jest kwestią drugorzędną, w zasadzie mało istotną, stanowiącą tylko tło. Podobnie didaskalia. Nie ma większego znaczenia, gdzie rozgrywa się film, czym bohaterowie zajmują się zawodowo i jak mieszkają.  To tak w odróżnieniu od filmów akcji, gdzie kluczowym jest fakt, że główny bohater jest detektywem, czy obyczajówek z wyższych sfer, w których najważniejsza jest torebka Baywatch Mullberry. Wyjaśniwszy te subtelności, dochodzimy do skrzyżowania. Treścią filmów dla dorosłych, o których chcę napisać, są emocje i relacje międzyludzkie. Jest od nich aż gęsto.  Czyli odwrotnie niż w tych innych. Ostatnio cosik przymało jest takich, znaczy tych pierwszych. Myślę, że głównym…

Zagraj to jeszcze raz

Zagraj to jeszcze raz

Tak się jakoś złożyło, że tegoroczny sezon jesienno – zimowy obfituje w utwory już słyszane oraz brzmiące znajomo twarze. W polityce mamy powtórkę z lat 2005 – 2007 z coraz bliższym echem PRL-u, co rzeczywiście może budzić nostalgię i sprawić, że ludzie poczują się młodziej, chociaż na dłuższą metę to może nie wystarczyć. W kinie zaś, niemal synchronicznie, pojawiły się dwa powroty do przeszłości, a powiedzieć o nich, że są rodzajem podsumowania dotychczas powstałych serii to jakby nic nie powiedzieć. Zarówno filmy bondowskie jak i Gwiezdne Wojny są bowiem czymś o wiele większym. Są nie tylko kamieniami milowymi światowej kinematografii, lecz także, a może głównie, zjawiskami popkulturowymi, na których wychowały się całe pokolenia. Dlaczego piszę o nich łącznie? Ano dlatego, że bardzo wiele je łączy. Zarówno Spectre jak i Przebudzenie Mocy dosłownie ociekają ciepłą nostalgią i odtworzonymi  z całym pietyzmem szczególikami,…

Nolan potrafi, ale nie tym razem

Nolan potrafi, ale nie tym razem

Produkcje sci-fi oglądam z zasady. Tak mi się zrobiło po Kosmosie 1999 i zostało. Przypuszczam, że na zawsze. Na Interstellar czekałam w nerwach, no bo skoro Christopher Nolan obiecał, że będą nie tylko trzy wymiary, ani nawet cztery, tylko od razu pięć, to ciężko było powściągnąć emocje. Film wprawdzie został nakręcony tylko w dwóch, ale miał pokazać pięć. Ciekawa byłam, jak to wyjdzie, bo zabawy z czasem nigdy się udają, a co dopiero mówić o wskakiwaniu jeszcze o oczko wyżej. Jak wyszło? No właśnie… Zaczyna się od scen, rozgrywających się na podupadłej Ziemi, mocno już zdegenerowanej i zasadniczo dającej do zrozumienia, że dość już tej rabunkowej eksploatacji. Ludzie wprawdzie rozumieją subtelne sygnały, objawiające się klęskami żywiołowymi, niszczącymi plony oraz szybko pogarszającym się powietrzem, jednak ciągle nie dają się wyprosić. Niekorzystne zmiany warunków zmuszają ludzkość do tego, by swoje ambicje ograniczyła do…