Polityka

Róg obfitości czyli polska ustawa aborcyjna -rzeczowo i bez emocji

Obywatelski projekt zakazu aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu nie został odrzucony w pierwszym czytaniu, tylko skierowany do komisji. Za poprzedniej kadencji Sejmu spędził w niej dwa lata. Ile to potrwa tym razem, nie wiadomo. Co więcej, nikt nie jest tym zainteresowany, no może oprócz ludzi (bo wbrew potocznej narracji, kwestia aborcji nie dotyczy tylko kobiet), którzy rzeczywiście stykają się z problemem nieplanowanej/ niechcianej/ obarczonej ryzykiem ciąży. Ale kto by sobie nimi głowę zawracał…

Obowiązująca od 1993 r. ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji w czterech przypadkach:

1. gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety,

2. gdy terminacja ciąży jest niezbędna dla ratowania życia kobiety lub zapobieżenia nieodwracalnemu uszczerbkowi na jej zdrowiu,

3. jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,

4. gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (kazirodztwa lub gwałtu).

W każdym z tych przypadków wymagane jest orzeczenie dwóch lekarzy, innych niż lekarz podejmujący działanie, a w czwartym przypadku – prokuratora. Powszechnie uważa się, że istnieją trzy przesłanki do aborcji, bo pierwsze dwie kilkanaście lat temu zlały się w jedno i  tak już zostało. Tymczasem ważne jest rozbicie tych przesłanek na dwie, a dlaczego, to jeszcze omówimy.

W obywatelskim projekcie chodzi o usunięcie (choć ten czasownik brzmi ryzykownie w kontekście) trzeciej przesłanki. Pomysłodawca, Ordo Iurius, tłumaczy, że „Konstytucja RP chroni życie każdego człowieka i nie uzależnia tej ochrony od jego wieku lub stanu zdrowia”. Prawda, jakie to proste? Niczego w prawie nie trzeba zmieniać, wystarczy drobiazg, malusienieńka korekta interpretacji.

Zwolennikom poszerzenia prawa do aborcji wystarczy dokładnie to samo: malusieńka zmiana interpretacji pierwszej przesłanki. Tu dochodzimy do wyjaśnienia, dlaczego nie powinna była zlać się w powszechnej świadomości z drugą. Druga przesłanka do terminacji ciąży zakłada dramatyczny dylemat: stało się coś strasznego, co postawiło lekarzy przed wyborem, kogo ratować. Powtórzmy, żeby utrwalić: sytuacja „stało się coś strasznego i trzeba wybierać” jest zawarta w punkcie 2. Natomiast w punkcie 1 ustawy z 7 stycznia 1993 roku aborcja jest dopuszczalna, „gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub poważne zagrożenie dla zdrowia matki”. No dobrze, ale jakie zagrożenie? Większość osób intuicyjnie pomyśli: śmierć, kalectwo. A co ze zdrowiem psychicznym? Konstytucja Światowej Organizacji Zdrowia z 1948 roku  definiuje zdrowie psychiczne jako „pełny dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny człowieka”, przy czym brak rozpoznanej choroby psychicznej nie musi oznaczać zdrowia psychicznego. Kobieta w niechcianej/nieplanowanej/ zagrożonej ciąży raczej tego dobrostanu nie odczuwa, nie wspominając o pełni.

Czyli: nic nie trzeba zmieniać w obowiązującym prawie, wystarczy malusienieńka korekta interpretacji zawartego w już istniejącej ustawie „zagrożenia dla zdrowia matki”, w oparciu o istniejący od 72 lat dokument międzynarodowy w randze konstytucji.

Na tym właśnie polega perfidia obowiązującego w Polsce prawa aborcyjnego: każdej ze stron wydaje się, że wystarczy malusienieńska koretkeczka interpretacji i wszystko pięknie się ułoży po ich myśli. Biegają do tego Sejmu, zdzierają sobie gardła na mównicy, wyzywają się od Hitlerów i oprawców kobiet i za każdym razem liczą, że coś im się uda zmienić, że nie są tylko pionkami cynicznie rozgrywanymi przez polityków. 

Obu stronom po równo współczuję, bo od lat są poddawane tresurze: posłowie ino gwizdną, a przedstawiciele zwolenników i przeciwników aborcji stają w pozycji „poproś” z łapkami w górze i pyszczkiem pełnym  nadziei, a następnie są za pomocą kopniaka odsyłani do budy.

Wielu ludziom się wydaje, że wszystko rozbija się o Episkopat. Że się obrazi, biskupi się nabzdyczą i się zrobi problem. Stare dzieje… Jednym, a być może jedynym osiągnięciem PiS-owskich rządów jest ubezwłasnowolnienie polskiego KK poprzez uzależnienie go od finansowej kroplówki z budżetu. Dla tych pieniędzy i apanaży hierarchowie wycofali się z roli duchowego przewodnika Narodu, a powrót do dawnej narracji z pozycji autorytetu moralnego, o ile jest w ogóle możliwy, zajmie dekady. Pozostaje im liczyć na stanowcze stanowisko papieża, ale bez względu na to, jak mocno trzymaliby kciuki, to się przy obecnym papieżu nie wydarzy. Najgorsze, z czym w obecnej sytuacji mogą liczyć się politycy, to  jakieś orędzia, obfitujące w słowa, z których nic  nie wynika i ewentualnie  spełnią rolę zapychacza dnia w regionalnych serwisach internetowych. 

Sprawę rozgrywają politycy, a żaden z nich nie jest zainteresowany zmianą w żadną stronę. Dlaczego? Bo ustawa aborcyjna z 1993 roku jest, co muszę niechętnie przyznać jako politolożka z wykształcenia, politycznym majstersztykiem, teraz już takich nie robią. Trzyma w szachu 38-milionowe społeczeństwo od 27 lat.

Bez względu na moje osobiste przekonania, doceniam przewrotne piękno tej ustawy: ile karier się na niej wykuło, ile ważnych problemów zamiotła pod dywan, ile manif się o nią odbyło, ile razy pełniła rolę tematu zastępczego…Dlatego nigdy nie zostanie zmieniona. Po prostu nie ma na horyzoncie niczego, co mogłoby ją zastąpić.

Jak się tak dobrze zastanowić, to trochę szkoda, że tak się wydarzyło te 27 lat temu i trwa, żywiąc się ludzkimi tragediami.  No ale przynajmniej słowackie, czeskie i niemieckie kliniki zarabiają i nic się nie marnuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *