Siedem lat z The Good Wife

Siedem lat z The Good Wife

Niezbyt często łapie mnie natchnienie, by napisać o serialu telewizyjnym. A zwłaszcza zwyczajnym proceduralu, nakręconym w dodatku nie przez żadne tam Netflixy czy inne HBO, bez wielkich nazwisk kinowych (z wyjątkiem producenta wykonawczego) i, co już zupełnie dyskredytujące, ciągnącym się przez 7 sezonów. Bo zasadniczo hasło „7 sezonów” oznacza „to nie może być dobre”. Jest jeden wyjątek, potwierdzający regułę, Przyjaciele mianowicie, ale po pierwsze dawno, a po drugie z innego gatunku. A tak normalnie to nie ma bata, żeby produkcja trzymała poziom przez 7 lat. Zwłaszcza przy koszmarnie banalnym punkcie wyjścia, praktycznie zawężającym publiczność do sfrustrowanych gospodyń domowych. Zaczyna się od tego, że kura domowa z przedmieścia odkrywa, że mąż przez lata robił ją w trąbę, defraudując publiczne pieniądze na prostytutki, a miał taką możliwość, gdyż zajmował stanowisko prokuratora generalnego hrabstwa Cook w Illinois. Nawet nie od niego się dowiaduje, lecz…