Tragedia w trzech aktach

Tragedia w trzech aktach

Osobiście przepadam za filmami o ludziach, nie mieszczących się w wyznaczonych im stereotypowo rolach i próbujących w związku z tym określić się na nowo, poza obowiązującymi schematami. Takie historie, zwłaszcza gdy dotyczą niejednoznaczności w kontekście płci, są opowiadane w specyficzny sposób, dyskretny, pełen niedopowiedzeń, z reguły wysmakowany estetycznie, często zacierający granice między realizmem i magią (Orlando, Gra pozorów). Tym większa przyjemność z oglądania. Hektolitry pomyj wylano na gender i odprawiono wiele godzin egzorcyzmów, ale tylko nad nazwą, nie nad pojęciem, bo co ono znaczy to egzorcyści pojęcia nie mają. Tymczasem w obecnych czasach redefinicja płci, jako warunku, w naszym kręgu kulturowym najważniejszego, wyznaczającego życie, jakie przystoi nam prowadzić,   wydaje się potrzebna jak nigdy dotąd. Z jednej strony  podział ról, przypisanych do danej płci, staje się zwyczajnie nieżyciowy, bo podejmowanie codziennych wyzwań wymaga elastyczności, nieznanej nawet pokoleniu naszych rodziców i…