• Miejsca

    Dla ułatwienia dodajmy, że jest to imię króla

    Miasto nad Wisłą, bohater oklepanego bon motu z Rejsu, jest, jak dla mnie, miejscem kapryśnym. No bo tak: kiedy jest brzydka pogoda, ciężko się czymkolwiek zachwycać. Kiedy jest ładna, to jest czym tylko nie ma jak. Poprzednią wizytę w Kazimierzu Dolnym, podczas wakacji, wspominam jako koszmar, porównywalny z przechadzką po centrum handlowym 2 dni przed świętami. Do zamku – kolejka, na Rynku – tłum, usiąść i wypić colę – senne marzenie. No i się trochę zniechęciłam. Na szczęście w listopadzie nie ma aż takiego szaleństwa. Wybraliśmy się do Kazimierza z pobliskiego Zelechowa, no bo skoro już jesteśmy w pobliżu to niech tam. Pierwszy szok – można się w ogóle gdziekolwiek…

  • Kultura

    Nolan potrafi, ale nie tym razem

    Produkcje sci-fi oglądam z zasady. Tak mi się zrobiło po Kosmosie 1999 i zostało. Przypuszczam, że na zawsze. Na Interstellar czekałam w nerwach, no bo skoro Christopher Nolan obiecał, że będą nie tylko trzy wymiary, ani nawet cztery, tylko od razu pięć, to ciężko było powściągnąć emocje. Film wprawdzie został nakręcony tylko w dwóch, ale miał pokazać pięć. Ciekawa byłam, jak to wyjdzie, bo zabawy z czasem nigdy się udają, a co dopiero mówić o wskakiwaniu jeszcze o oczko wyżej. Jak wyszło? No właśnie…   Zaczyna się od scen, rozgrywających się na podupadłej Ziemi, mocno już zdegenerowanej i zasadniczo dającej do zrozumienia, że dość już tej rabunkowej eksploatacji. Ludzie wprawdzie rozumieją…