Bez serca

Bez serca

Do polskiego kina mam stosunek ambiwalentny. Cieniem na naszych relacjach położył się Jańcio Wodnik i po 20 latach ciągle nie mogę zapomnieć tych 100 minut, których nikt mi nie zwróci. Być może to dziecinne, tak jakby obrażać się za Grocholę na całą polską literaturę, albo za zespół Pectus na muzykę, ale niestety ciężko znoszę rozczarowania. Wyjątek robię dla Smarzowskiego, zresztą, sądząc po tłumach w kinie, nie tylko ja. No i co takiego potrafi Smarzowski, że się na niego z reguły chadza? Ano mam taką prywatną teorię na temat polskiej natury. Polak, moim zdaniem, potrzebuje się śmiać. Niech to będzie śmiech przez łzy, czy gogolowski śmiech z samych siebie, ale niech będzie. Niedawno byłam w Teatrze Polonia na 32 omdleniach. Tłumy. Na Klimakterium czy Klub Hipochondryków kupić bilety – senne marzenie. Smarzowski wpadł na to wcześniej niż inni, ale nauka nie…