Żelechów

Żelechów

Kłopot z Warszawą jest taki, że niby w miarę w centrum, tylko wszędzie daleko. Gdyby nie permanentnie zakorkowane wylotówki to pewnie byłoby bliżej. Nawiasem mówiąc gratuluję odwagi kandydatowi na prezydenta z Warszawy, trzeba mieć zaprawdę tupet, żeby naobiecywać gruszek na wierzbie z perspektywy Ząbek, które wraz z Markami od lat bezskutecznie walczą o obwodnicę. Więc, że tak powiem, była szansa się wykazać, nawet niejedna. No ale jest jak jest, ludzie pobudowali domki w zacisznej okolicy, licząc na śpiewające ptaszki i sarenki podchodzące pod ogrodzenie, a zamiast tego mają sznur samochodów przed furtką. Tak, taka jestem cięta, że  musiałam o tym wspomnieć. Nieistniejąca obwodnica w istotnym stopniu zamyka drogę na  wschód, czyli do moich ukochanych miejsc: Białowieży i Augustowa. Trzeba więc było pilnie znaleźć coś bliżej i w inną stronę.  Zelechów wyszedł nam przypadkiem. Wracając pod koniec wakacji z Nałęczowa, który…

Dla ułatwienia dodajmy, że jest to imię króla

Dla ułatwienia dodajmy, że jest to imię króla

  Miasto nad Wisłą, bohater oklepanego bon motu z Rejsu, jest, jak dla mnie, miejscem kapryśnym. No bo tak: kiedy jest brzydka pogoda, ciężko się czymkolwiek zachwycać. Kiedy jest ładna, to jest czym tylko nie ma jak. Poprzednią wizytę w Kazimierzu Dolnym, podczas wakacji, wspominam jako koszmar, porównywalny z przechadzką po centrum handlowym 2 dni przed świętami. Do zamku – kolejka, na Rynku – tłum, usiąść i wypić colę – senne marzenie. No i się trochę zniechęciłam. Na szczęście w listopadzie nie ma aż takiego szaleństwa. Wybraliśmy się do Kazimierza z pobliskiego Zelechowa, no bo skoro już jesteśmy w pobliżu to niech tam. Pierwszy szok – można się w ogóle gdziekolwiek ruszyć. Drugi – widać miasto. Poprzednim razem w celu obejrzenia jakieś elewacji trzeba było wyskakiwać ponad tłum.     W bonusie –  feeria jesiennych kolorów i słońce, które wyszło…

Nolan potrafi, ale nie tym razem

Nolan potrafi, ale nie tym razem

Produkcje sci-fi oglądam z zasady. Tak mi się zrobiło po Kosmosie 1999 i zostało. Przypuszczam, że na zawsze. Na Interstellar czekałam w nerwach, no bo skoro Christopher Nolan obiecał, że będą nie tylko trzy wymiary, ani nawet cztery, tylko od razu pięć, to ciężko było powściągnąć emocje. Film wprawdzie został nakręcony tylko w dwóch, ale miał pokazać pięć. Ciekawa byłam, jak to wyjdzie, bo zabawy z czasem nigdy się udają, a co dopiero mówić o wskakiwaniu jeszcze o oczko wyżej. Jak wyszło? No właśnie… Zaczyna się od scen, rozgrywających się na podupadłej Ziemi, mocno już zdegenerowanej i zasadniczo dającej do zrozumienia, że dość już tej rabunkowej eksploatacji. Ludzie wprawdzie rozumieją subtelne sygnały, objawiające się klęskami żywiołowymi, niszczącymi plony oraz szybko pogarszającym się powietrzem, jednak ciągle nie dają się wyprosić. Niekorzystne zmiany warunków zmuszają ludzkość do tego, by swoje ambicje ograniczyła do…