Życie

Będąc wypłoszowatą blondynką…

…człowiek  uczy się życia praktycznie na każdym kroku.  Wystarczy wychylić głowę za próg, od razu napatoczy się jakiś domorosły talent pedagogiczny, który koniecznie pragnie wyjaśnić, na czym życie polega.  Szczególnie dotyczy to sytuacji okołosamochodowych. Rycerskie miśki doskonale wiedzą, że laski w ogóle nie majo o tym pojęcia bladego i same sobie nichuja nie poradzo.   Za każdym razem, gdy wizytuję myjnię samochodową, otrzymuję ni proszoną ni dziękowaną, za to szczegółową poradę od jakiegoś przypadkowego ochotnika, jak z niej korzystać.  Gdzie nacisnąć i co z tego wyniknie. Ale też nie chcę tu wprowadzać jakiś sztucznych ograniczeń, bo ostatnio zostałam wnikliwie zapoznana z obsługą maszyny wydającej numerki na poczcie.  Nie twierdzę, że jestem posiadaczką wyjątkowo rozgarniętego oblicza i to być może jakoś wprowadza w błąd, jednak jestem raczej pewna, że nigdy, jak dotąd, nie zdarzyło mi się zgubić głowy albo zapomnieć, jak się nazywam, więc zaryzykowałabym hipotezę, że jakoś radzę sobie w życiu.  Chociaż najwyraźniej na to nie wyglądam.

 

Podobne doświadczenia mam z wyjeżdżaniem z parkingu. Rzadko odbywa się bez asystentów, a na parkingach przy centrach handlowych to  w zasadzie nigdy.  Czasem da się zaobserwować we wstecznym lusterku  jak dany osobnik walczy ze sobą, próbując zdusić wewnętrzną potrzebę wymądrzenia się i już przeczuwam, że jest to walka nierówna i z góry skazana na niepowodzenie. I faktycznie, po niedługiej chwili ekspert od motoryzacji czyli tej sztuki tajemnej niedostępnej niewiastom, porzuca wózek sklepowy  z Lenorem i Hopkolą i leci, mało se nóg nie połamawszy celem machania przez tylną szybę, że jeszcze bardziej w lewo. Kiedyś wykręcałam w asyście operatora wózka widłowego, który tenże wózek porzucił bez opieki, idealnie blokując mi wyjazd i machał, że się zmieszczę. Wolałam, żeby zamiast machać odblokował mi drogę, no ale liczą się chęci.

Kiedyś po dniu szczególnie bogatym w walory edukacyjne, streściłam staremu moje dzienne interakcje. A były tam starsze panie, pouczające na okoliczność zabrania parasolki oraz kwestii ubranka dla psa, bo na pewno mu zimno, właścicielka magla z instruktażem jedynie słusznego sposobu składania pościeli,  faszystka od brafittingu w sklepie bieliźnianym, twierdząca w sposób dość bezpośredni, że nie mam pojęcia o własnym biuście, przechodzień na ulicy, sugerujący podpompowanie koła i na koniec ta nieszczęsna myjnia samochodowa. Stary stwierdził, że oszalałby w połowie dnia.

Na szczęście z wiekiem, i naprawdę trudno nie doceniać jego zalet, zwiększa mi się asertywność.  Dzisiaj na parkingu, a jakże, pod Ikeą na Targówku, samorodny talent motoryzacyjny uznał, że sobie jak zwykle nie poradzę.  I tu już, przyznam, nerwy mi puściły i wycedziłam, ale tak wiecie, a la Boguś Linda: ssssynku, ja mam prawko starsze od ciebie.

To akurat nie jest prawda, ale mogłaby być. Gdybym zdała egzamin w wieku 18 lat to moje prawo jazdy miałoby już prawo wyborcze i kto wie, może własną rodzinę.

Myślę, że dojrzałam już do tego, by przekwalifikować  się z osoby pouczanej na pouczającą. Plan jest taki, że wkrótce zaczaję się na myjni w celu wieszczenia jak okadzona Pytia, jak naciskać przyciski, a najdalej wiosną zacznę grasować na parkingach.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *