Wprowadzenie do anatomii na podstawie reklam telewizyjnych i radiowych

W filmie Gliniarz w przedszkolu rezolutny sześciolatek informuje Arnolda Schwarzeneggera, że „chłopcy mają penisy, a dziewczynki waginy”. To było dawno temu w Ameryce. U nas aktualnie jest trochę inaczej.

Z okazji długiego weekendu zdarzyło mi się liznąć trochę telewizji komercyjnej. Do tej pory żałuję. Bloki reklamowe skądyś urosły do rozmiarów dwudziestominutowych, a w każdym razie wystarczających, by kompletnie stracić wątek. Z doświadczenia zapewniam, że nie da się z tego wybrnąć bez gruntownej burzy mózgów, więc pojedyncza szarża jest z góry skazana na niepowodzenie. Zaraz, zaraz, co to było…? Coś o wężu? Nie, o małpach chyba, pamiętam, że działo się w dżungli. Okazuje się, że był to Maverick na TV7.

krzyk

No ale ja nie o tym. W ciągu tych dwudziestu, rzetelnie wypełnionych misją edukacyjną, minut można sobie gruntownie rozjaśnić w głowie odnośnie palących kwestii, dotyczących anatomii człowieka. Kto przysypiał w szkole na lekcjach biologii, w trymiga odrobi straty i już wszystko będzie wiedział. W żaden sposób nie można więc powiedzieć, by był to czas zmarnowany.

Najważniejszą sprawą, którą każdy powinien sobie przyswoić jest, że mężczyzna składa się głównie z prostaty i kłopotów ze wzwodem. Na tej podstawie dokonujemy rozpoznania. Nie wszystkie kobiety są o każdej porze dnia i nocy przekonane, że osobnik pałętający się po chałupie i żerujący przy lodówce jest na pewno stuprocentowym samcem. Weryfikacja okazuje się dziecinnie łatwa. Ma problemy ze wzwodem – jest. Nie ma? No to się robi kłopot, bo być może nasze małżeństwo nie jest konstytucyjnie legalne.

Czy z kobietami sprawa jest równie prosta jak Prostamol? No, każdy by chciał. Ale niestety nie jest. W miejscu, w którym u mężczyzn panoszy się radośnie problematyczna prostata, u kobiet występuje TAM. Co to jest, nie wie nikt i nie wypada pytać. Reklamy, zwłaszcza radiowe, preferują specyficzną akcentację TAM, które to należy zabarwić nerwowym chichocikiem z dużą domieszką grozy i tajemniczości. Wszystko wskazuje na to, że jest to miejsce, w którym powstały zdjęcia do Blair Witch Project. No i rzeczywiście, z reklam wynika, że dzieją się TAM dantejskie sceny, które zapewne zainspirowały Hieronima Boscha do stworzenia najbardziej przejmujących dzieł. A co dopiero, jak nadejdą „te dni”! „Te dni” również są owiane złowieszczą tajemnicą. Można je rozpoznać po tym, że mleko się zsiada i kury przestają się nieść.

Przekaz reklamowy jest zasadniczo jasny: natura stworzyła coś, z czym kompletnie sobie nie radzi, na szczęście jest światełko w tunelu w postaci szerokiej oferty koncernów farmaceutycznych. Nie ulega raczej wątpliwości, że ludzkość przetrwa pod warunkiem, że bez przerwy będzie sobie coś aplikować, łykać, odkażać, wyjaławiać, wsmarowywać, i psikać. Bez tego, że się tak wyrażę, nichuja, zbieżność terminów przypadkowa. Jakim cudem udało się przetrwać minione kilka tysiącleci – nie wiadomo i nie wolno pytać. W piosence Agnieszki Osieckiej kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach mają jednak jakiś tam cień szansy.
A co, jeśli w naszej postmodernistycznej współczesności spotkają się mężczyzna bez tabletki i kobieta bez globulki? Czy mają przed sobą równie optymistyczną przyszłość?

Wychodzi na to, że jednak sobie radzą, skoro jakimś cudem, zapewne przy farmakologicznym wsparciu, udało im się spłodzić bachory, które właśnie na innym kanale wpierdalają domową zupkę z torebki i pulpety ze słoika. A jak nie chcą wpierdalać, to zawsze można im podać syropek na apetyt, niech w końcu wyglądają jak człowiek, a konkretnie jak Wenus z Willendorfu.
Jak się nałykają chemii za młodu to nie ma bata, zostaną najwierniejszym targetem globulek, tabletek, maści i innych suplementów, bo na bank będą miały kłopoty i TAM i ówdzie. Tak się kręci zaklęty krąg reklamy.