• Życie

    Baba z wozu

    Jadąc do Nałęczowa, wiedziałam mniej więcej, czego się spodziewać. Zwłaszcza u schyłku wakacji. Zakładałam, że trafię w dziurę międzypokoleniową i tak się stało. O tej porze roku dziura występuje w zasadzie wszędzie, jednak w Nałęczowie urasta do rozmiarów Rowu Mariańskiego. Skład demograficzny rozkłada się następująco: rodzice z małymi dziećmi (maksymalnie starszaki, ale w mniejszości), długo nic i seniorzy. Spacerując po Parku Zdrojowym trudno oprzeć się wrażeniu, że nastąpił właśnie jakiś pobór do wojska albo obowiązkowy czyn społeczny typu „milion drzew na milionlecie” czy coś w tym rodzaju. Ale okazało się, że to nie metryka robi ze mnie dziwoląga, tylko fakt, że przyjechałam sama. Jak to: sama? Ale tak całkiem bez…

  • Kultura,  Miejsca,  Życie

    A tymczasem nad Zegrzem…

    Zalew Zegrzyński, podobnie jak reszta okolic okołowarszawskich, znajdujących się po drugiej stronie Wisły, był dla mnie zawsze znacznie bardziej odległy niż wynika z mapy. Jak już się człowiek chciał wyrwać z miasta, to jeździło się, owszem, do Dziekanowa, czy w drugą stronę do Powsina, bo te miejsca, jako położone po „naszej stronie”, były oswojone. No ale za Wisłę? To tak jakby pojechać do innego kraju.   Zegrzyniak nie miał zresztą zbyt dobrej sławy, taka podmiejska filia „zatoki czerwonych świń”. Pamiętam z dzieciństwa opinie, że jeśli się nie jest socjalistycznym prominentem to się nad Zegrze nie jeździ, bo i po co? No i koniec końców przyjrzałam się temu Zegrzyniakowi dopiero w…