Ostatnia truskaweczka hrabiego Barry Kenta

Ostatnia truskaweczka hrabiego Barry Kenta

No i się kończą niestety. W tym roku niby nie mam powodów do narzekania, bo wrąbałam tyle tych truskawek, że mogłabym parafrazować Brzechwę, z tym że on pisał o jabłkach. „Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami. Duszone są jabłka, pieczone są jabłka i z jabłek szarlotka, i placek, i babka”. No więc u mnie tak było z truskawkami. Ominęłam wprawdzie knedle, za to dwukrotnie popełniłam truskawkowe muffiny. Truskawki w tym roku były trudne. Ze względu na przedłużoną zimę, trzeba się było ratować importem z Cypru, a to jednak nie to. A potem, jak przygrzało no to był właściwie moment. Osobiście oceniam udany okres truskawkowy na jakieś półtora, góra 2 tygodnie. To oczywiście truskawkożercy nie wystarcza, więc trzeba się ratować przetwórstwem. Lubianka, którą kupiłam w piątek, była już w takim stanie, że do tradycyjnej konsumpcji odsiałam tylko dwie porcje. Reszta poszła na…