Życie

W domu i zagrodzie. Przechowywanie.

W dzisiejszym odcinku zajmiemy się palącą kwestią magazynowania przedmiotów, których obecnie jest, że tak się kolokwialnie wyrażę, wchuj. 500 lat temu w dużej, jak na tamtejsze warunki, metropolii można było wybierać między 200 różnymi przedmiotami. Na tę liczbę składały się ciuchy, produkty żywnościowe, narzędzia, konie, bryczki, ostrogi, szable, książki, zbroje, słowem wszystko, co można było podówczas kupić za pieniądze. Obecnie w Nowym Jorku można nabyć ok. 10 mld przedmiotów*. Nie jest to ilość, którą da się bez trudu zamieść pod dywan.

„Lecz uważaj, żeby nas nie zjadły rzeczy – śpiewali  skocznie Czyżewska i Olbrychski w Małżeństwie z rozsądku – W dawnych czasach wszak bywały takie gafy, że człek świata nie dostrzegał zza swej szafy.”

Z doświadczenia wiem, że jakąkolwiek by człowiek powierzchnią nie dysponował, szafami, szufladami, piwnicą, garażem, strychem nawet,   zawsze będzie mało. W tej patowej sytuacji ludzie radzą sobie jak mogą. W zależności od specyfiki rodu oraz przekazywanej z pokolenia na pokolenie (głównie po kądzieli) tradycji, wyróżniamy następujące sposoby przechowywania w mieszkaniu:

1. schludne krzesełko. Mebel ów zwykle można spotkać za drzwiami, najczęściej prowadzącymi do sypialni. Z braku sypialni, mogą prowadzić dokądkolwiek, jednak zasada jest taka, że powinny być to drzwi wewnętrzne. Nadzwyczaj rzadko spotyka się schludne krzesełka ustawione przy drzwiach wejściowych. Na upartego można je tam postawić, jednak jest to sposób niekoszerny i niezgodny z zasadami sztuki.  Kluczową sprawą nie jest to, co umieścimy na krzesełku, lecz sposób ułożenia rzeczy. Odpadają więc wszelkie zwały świeżo wyciągniętego z suszarki prania, czy w ogóle jakiekolwiek kłębowisko. Krzesełko bowiem jest stałym elementem ekspozycji, bez względu na to, co się w domu dzieje,  więc jak goście przyjdą, to żeby wstydu nie było. Stertka na krzesełku musi być schludna, stąd nazwa. Osobiście nie praktykuję krzesełka, zresztą gdybym nawet chciała, to kot szybko by mnie tego oduczył, jednak w mieszkaniach obu moich Babć schludne krzesełko  trwało niezłomnie na posterunku. Na potrzeby dzisiejszego wpisu zaaranżowałam  scenkę edukacyjną, żeby było wiadomo, o co chodzi:

 

 

2. zafirancze. Niestety  nie dysponuję odnośną ilustracją, więc spróbuję naświetlić sprawę opisowo. Punktem wyjścia do zafirancza jest przyjęcie kociej perspektywy. Jak wiadomo, kot wierzy, że jeśli schowa łeb i nas nie widzi to z pewnością my go także. Do osiągnięcia efektu zafirancza jest oczywiście niezbędne posiadanie firanek, a zwłaszcza zasłon. Nie ma co się  oszukiwać – przy roletach to się nie powiedzie. Zasłony muszą sięgać podłogi, a nawet bardziej, bo należy uwzględnić efekt wypuczenia  („kładę się na podłodze i wypuczoną klepkę udaję” – tłumaczył Bronisław Pawlik w skeczu Kabaretu Dudek – Wypaczoną? Nie, wypuczoną, chyba lepiej wiem, co udaję”). Po zastosowaniu zafirancza, zasłona powinna wyglądać jakby była w ciąży. Stopień zaawansowania zależy od tego, co za nią upchniemy. Jeśli walizkę typu cabin, to początek drugiego trymestru, jeśli pralkę typu Frania (nigdy nic nie wiadomo, to, że rzucili do sklepów 40 lat temu, to jeszcze nie oznacza, że znów kiedyś rzucą) to raczej tak tuż przed porodem bliźniaków. Najbardziej wzruszająca w zafiranczu jest wiara autorów, że jak coś jest tam schowane to tego nie widać nic zupełnie. Nieważne, że zasłona wydęta na pół pokoju i konieczne było przemeblowanie, bo się komoda nie mieściła, grunt, że przykryte, znaczy nie ma.

3. nasłupcze. Podstawową zaletą tej metody jest fakt, że łączy ona  tradycję z nowoczesnością. Zastosowanie słupa w przechowywaniu datuje się wczesnego okresu chrześcijaństwa, czyli sięgamy niejako do źródeł naszej cywilizacji i czerpiemy z samych korzeni judeo- chrześcijańskiej kultury.

Urok tej metody opiera się na  jej eklektyzmie, bowiem zaczerpnięty z tradycji średniowiecznych ascetów sposób wykorzystujemy obecnie w celu przechowywania owoców naszej konsumpcyjnej chuci. Przez wiele lat było to niestety niemożliwe, a to z takiego powodu, że słupki jako  element wystroju wnętrz były skandalicznie pomijane. Na szczęście to uległo zmianie i obecnie możemy radować się słupkami, szczególnie popularnymi w wystroju wnętrz młodzieżowych. Szafka typu słupek okazuje się nieoceniona jeśli chodzi o składowanie na niej różnych rzeczy. Bo niby odłożone, ale jednak nie w miejsce niedostępne. Niby trochę wyżej, ale nadal w zasięgu ręki. Jeśli chodzi  o nasłupcze, kluczowy jest dobór przedmiotów, które tam umieścimy. Z reguły nasłupcze służy do wywołania (mylnego oczywiście) wrażenia, że w pokoju młodzieżowym praca idzie pełną parą, tylko nastąpiło chwilowe oderwanie, akurat, co za nieszczęśliwy traf, w momencie, gdy wtykamy głowę w drzwi celem sprawdzenia, czy to, co za nimi mieszka, jeszcze żyje, bo na żer nie wychodziło od pół godziny, a to już jest sytuacja alarmująca. Nasłupcze powinno więc zawierać opasłe słowniki i inne mądre książki, że niby się z nich nonstopa korzysta. Jeśli nam się nudzi to korzystając z nieobecności Gremlina, możemy się pobawić, rysując efektowne esy-floresy na osiadłej tam  warstwie kurzu.

 

 

* „Podglądanie prezentów” Tygodnik Powszechny 52/53 2012

Jeden komentarz

  • mama Eli

    Jest jeszcze jedno niezwykle przydatne miejsce SZAFKA PODŁÓŻKOWA jeżeli jesteśmy w posiadaniu prawdziwego łóżka lub SZAFKA WKANAPOWA jeżeli sypiamy na tzw wersalce. Gorąco polecam ten schowek chyba, że pod łózkiem lub na kanapie zalągł się ukochany zwierzak mieszkając tam demonstrujący bezgraniczną miłość do pańci Zwierzątka , oczywiście, nie należy eksmitować. Pozostaje więc normalna szafa.co oczywiście jest absolutnie banalne więc nie do przyjęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *