Miejsca

Drugie najlepsze miejsce na świecie

Pierwsze to oczywiście okolice Augustowa i na ten temat dyskusji nie przewiduje się, gdyż nie będzie mi tu jakieś przypadkowe społeczeństwo decydowało w zasadniczych kwestiach. Nikt mnie nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, że pozwolę sobie zacytować klasyka.  Nie twierdzę, że byłam wszędzie, ale coś  tam  liznęłam podróżniczo i w niejednym hotelu dolnopłuk naprawiłam. Jednak nadal komplementem najwyższej próby, jaki może ode mnie usłyszeć egzotyczny krajobraz niezmiennie pozostaje: no, zupełnie jak ścieżka do leśniczówki. Czasem może to brzmieć dziwnie, zwłaszcza jeśli z prawej palmy, z lewej plantacja bananów, a małpy się leją na górze, no ale co poradzę, że mi się wszystko kojarzy.

Oglądał ktoś wczoraj finał Tap Madl? Wygrała Zuzela (mnie się te wszystkie laski w jedno zlewają), ale mniejsza z tym, chodzi o to, że pokazali przebitki z sesji na Maderze. No, owszem, lekki powiew nostalgii poczułam, nawet miałam wrażenie, że czuję niesiony bryzą zapach limpetów z czosnkiem, ale kudy Maderze do Augustowa. Albo drugiego pod względem urody miejsca na świecie, którym jest tadam! Białowieża.

Białowieżę odkryliśmy stosunkowo niedawno, bo zaledwie 8 lat temu. Pies był jeszcze wtedy nieodpowiedzialnym szczylem, którego trzeba było zostawiać z koszykiem i zabawkami w łazience, żeby pod naszą nieobecność nie zasikał pokoju. Pies zresztą okazał się bardzo kreatywny, okazało się, że zabawki z Kakadu wymiękają w zestawieniu z rolką papieru toaletowego – to dopiero fun!

Najbardziej lubię jeździć do Białowieży późną jesienią i zimą, bo wtedy miejscowość jakby zamiera i spacerując po ciemku wśród wygaszonych domów można poczuć klimat jak z „Domu złego”. Nie żebym się doszukiwała tam jakiś patologii, ale wyobraźnia chadza własnymi drogami.

W długi weekend czerwcowy, czyli w tym roku w maju, wszystko już zaczyna budzić się do życia. W rezerwacie pokazowym trwa permanentna wyżerka. Wszyscy coś szamią:

Bialowieza_3

Bialowieza_4

Bialowieza_6

 

 

W związku z tym ciężko było kogokolwiek namówić do pozowania. Zimą wystarczy machnąć zza ogrodzenia jakimś zielonym listkiem i od razu wszyscy się ustawiają twarzą do obiektywu. Wiadomo przecież, że to, co rośnie za słupkami jest na pewno lepsze i fajniejsze niż cokolwiek, co znajduje się na wybiegu. No ale wiosną ta metoda nie działa, bo produkty z wybiegu i tak są nie do przeżarcia, chociaż trzeba oddać stałym rezydentom, że robią, co mogą, by podołać wyzwaniu.

Sama miejscowość, znaczy część przeznaczona dla ludzi, ma rzadką jak na warunki polskie zaletę, że jest spójna architektonicznie. To, co się nie powiodło w Zakopanem czy w Lebie, w Białowieży daje radę. Wyrodziły się w zasadzie tylko dwa hotele, ale ponieważ do jednego z nich jeżdżę to nie będę kalać gniazda. Poza tym jak się z hotelu wychodzi, to się jest tyłem do niego, więc nie widać.  No i moja największa bolączka czyli paskudne budyszcze w samym środku Parku Pałacowego. Na tym miejscu stał niegdyś carski pałac. Został zniszczony w czasie wojny, a jeszcze bardziej po. Konkretnie wymieciony do imentu. Widziałam zdjęcia powojenne. Nie był to stan, którego nie dałoby się odbudować.  Warszawski Zamek Królewski wyglądał gorzej, o tyle, że go w ogóle nie było. Raczej nie ulega wątpliwości, że decyzja  zrównaniu z ziemią pozostałości carskiej daczy, była polityczna.  Przed wojną pałac wyglądał tak:

bilde

 

 

Wnętrza, co do tego zgoda, trochę wieś. Przeładowane na maksa:

8671_b1264980877

 

 

Z tego wszystkiego zachowały się, w różnym stanie, budynki pomocnicze. Najbardziej urokliwy to dworek gubernatora:

dworek

 

Reszta Białowieży, jak wspomniałam, jest odpoczynkiem dla oczu, udręczonych nadmorskim bajzlem, ekstrawagancką pomysłowością  zakopiańskich architektów oraz mackami reklamy sięgającymi niemal wszędzie i wytrwale przysłaniającymi fronty domów gigantycznymi bilbordami. Tutaj tego nie ma. Jakim cudem się udało, nie mam pojęcia, w każdym razie Białowieża jest, jak dotąd, jedyną miejscowością turystyczną w Polsce, gdzie nie ma (jeszcze?) nasranej na środku ulicy chaty góralskiej z fastfoodem udającym jedzenie jak u mamy.

Bialowieza_7

 

Bialowieza_8

 

 

Okazuje się, że jednak można. Moim zdaniem to naprawdę godne podziwu, że ludzie, którzy odrestaurowują swoje domy, robią to w ramach spójnej architektury. Cyzelują detale, rzeźbienia wokół okien, eksperymentują z kolorystyką, ale na szczęście nikomu nie przychodzi do głowy, by  nagle zabłysnąć jakąś przybudówką całą w szkle, albo wystawić galerię handlową na trzy piętra.

To oczywiście nie oznacza, że w Białowieży nic się nie dzieje. Dzieje się, głównie kulinarnie, ale o tym w kolejnym odcinku.

Jeden komentarz

  • czekolada72

    Podobniez jest na Slowacji – zachowało sie jeszcze troche wsi z takimi jednolitymi zabudowaniami – dlatego dla mnie TAM jest raj 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *