Jedzenie,  Miejsca

Białowieża – żryć i nie umierać

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, Białowieża jest wyjątkowym miejscem na mapie turystycznej Polski. Z pewnością jedynym mi znanym, które nie poddało się wszechobecnej komercji.  Oczywiście nie jest tak, że turysta przyjeżdża i nie ma się gdzie podziać, bo mieszkańcy od razu na wstępie mówią „poszoł won” i zakrywają oczy w nadziei, że sam zniknie. Białowieża w dużym stopniu żyje z turystyki, ale, w odróżnieniu od innych turystycznych miejscowości, szanuje się. Innymi słowy – nie prostytuuje się straganami z chińską podróbą, góral – burgerami, automatami z łapką i strzelnicą subtelnie upchniętą na samym środku deptaka. Relacje między mieszkańcami i rezydentami regionu a jego tradycją, opierają się na szacunku. To widać na każdym kroku. Wieczorem w pensjonacie nieopodal hotelu odbywało się przyjęcie, być może weselne. Mimowolnie wsłuchiwaliśmy się w słowa piosenek, coraz bardziej zaniepokojeni, że wprawdzie język brzmi podobnie, ale żadnego słowa czy to polskiego czy rosyjskiego nie idzie wyłapać. Zagadnięty na tę okoliczność kelner, zdziwił się trochę naszą ignorancją.  „No, jak to, przecież to chachłacki, ja to  akurat z Białegostoku, więc też nie wszystko rozumiem (to taki grzecznościowy eufemizm chyba był, bo nie rozumieliśmy ni w ząb,  co dobitnie malowało się na mojej twarzy, zwyczajnie kociej mordy dostałam), ale tu wszyscy tak mówią”. Ponieważ ciężko było uwierzyć, że kelner nas nie wkręca, sprawdziliśmy od razu w necie. Faktycznie, istnieje gwara chachłacka. Połączenie rosyjskiego, białoruskiego i polskiego, chociaż na mój słuch to akurat polskiego zawiera najmniej.

Przekaz dla turysty jest jasny – fajnie, że jesteś, ale jako że przyjechałeś do nas, a nie my do ciebie, to się człowieku ogarnij w zastanych warunkach.  Więc jeśli nie potrafisz odnaleźć się w kuchni kresowej i bez chaty z góralskim fastfoodem nie wyobrażasz sobie urlopu, to może należało wybrać inne miejsce.

Jak dla mnie to idealne podejście. W końcu po to człowiek rusza się z domu, żeby doświadczyć czegoś innego, a nie tego, co czego przywykł.
Być może w Białowieży istnieją cichaczem i pokątnie prowadzone lokale z jedzeniem jak wszędzie. Tego faktycznie nie zweryfikowałam, bo szczerze mówiąc nie czułam się specjalnie zmotywowana do poszukiwania pożywienia, którym bez trudu mogę się napchać koło domu. Albo w Lebie. Mnożą się natomiast restauracje, serwujące dania regionalne, odtworzone z równym pietyzmem co koronkowe zdobienia wokół okien. Z każdym sezonem jest ich coraz więcej i to na takim poziomie, że ekipa Kuchennych Rewolucji raczej nie ma czego szukać w tej okolicy.

Lokale, podobnie jak domy na głównej ulicy, wyglądają spójnie. Wszystkie restauracje nawiązują do carskiej historii. W każdej jest obowiązkowo piec kaflowy, a dalej to już jak kto się targetuje. Mogą być ławy, przykryte skórami, albo bardziej elegancko – śnieżnobiałe obrusy na stołach, kwiaty i spatynowana  zastawa.

.bialowieza_11
Restauracja Carska, Białowieża Towarowa

Lokal w wersji plenerowej wygląda tak:

bialowieza12

Restauracja Stoczek w centrum Białowieży

 

Piwa, nawiasem mówiąc, też serwują regionalne. Przeważają piwa ukraińskie i rosyjskie, tylko trzeba uważać, bo te rosyjskie potrafią mieć nawet 17 proc alkoholu i ja bym już w takiej sytuacji długo nie posiedziała. Na szczęście, tak jak te parę lat jeżdżę do Białowieży, jeszcze mi się nie zdarzyło spotkać niekompetentnego kelnera. Regułą jest, że wiedzą wszystko o daniach, które podają i aktywnie uczestniczą w składaniu zamówienia: nieee, tego dziś nie zamawiamy, zmarnowane pieniądze, natomiast jeleń pierwsza klasa. Potrafią też, a to rzadka sztuka w polskiej gastronomii, odradzić danie droższe na rzecz tańszego, które, ich zdaniem, jest bardziej udane.

Ponieważ z racji swojej miłości do regionów ściany wschodniej, jestem w miarę obeznana z tamtejszą kuchnią, myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy. Próbowałam już bowiem wszystkiego: kartaczy, babki i kiszki ziemniaczanej,  pielmieni, kakorów, czenaków, soljanki i długo by wymieniać. Zadne z tych dań, jeśli mam być szczera, nie powaliło mnie. Ku swojemu własnemu zaskoczeniu dałam się  namówić kelnerowi w Stoczku na babkę ziemniaczaną. I to było zupełnie coś innego. Przede wszystkim to nie była babka z keksówki cięta, tylko małe babeczki. Dzięki mikrym rozmiarom, okazały się perfekcyjnie wypieczone (w przypadku tego dania, nie można zrażać się tym, że  spód wygląda na lekko przypalony, tak ma być).  Babeczki polane były przepysznym sosem z kurek. Dekoracja jest akurat zbędna, ja bym radziła wyrzucić.

bialowieza5

 

 

Tyle Stoczek. Oczywiście to nie jedyny lokal, w którym można dobrze zjeść. Vis a vis hotelu Zubrówka znajduje się inna świetna restauracja Pokusa. Ta z kolei słynie z pierogów. Idealne ciasto, fantastyczne nadzienie, szczególnie polecam pierogi z dziczyzną. Jeśli chodzi o dziczyznę to w ogóle zagadkowa sprawa. Limit rocznych odstrzałów nie nastraja zbyt optymistycznie pod względem kulinarnym. Patrząc w kartę, wychodzi, że przeciętny dzik ma rozmiary mamuta, skoro tyle restauracji jest w stanie serwować go przez okrągły rok, mieszcząc się w limicie. No ale do rzeczy –  na obrzeżach Białowieży znajduje się lokal, którego nie zawahałabym się określić mianem najlepszej restauracji w Polsce.  Znacie może ten specyficzny nastrój, który ogarnia człowieka po zjedzeniu czegoś naprawdę dobrego, czyli takiego, po którym robi się tak szczęśliwie w brzuszku i wydaje się, że całe ciało  wydaje właśnie dziękczynny bankiet z okazji, że wreszcie dostało właściwe paliwo zamiast zwyczajowych śmieci? Właśnie takie uczucie ogarnia mnie w Restauracji Carskiej.

bialowieza1

 

 

Przyjemnie tam chodzić. Zawsze w Carskiej łapię się na refleksji, jak niewiele potrzeba, by sprawić, by klient poczuł się dobrze i chciał wracać. Przede wszystkim ciągłość zatrudnienia i pamięć wzrokowa obsługi. Niby niewiele, a człowiek od razu czuje się lepiej, kiedy kelnerzy podchodzą, witają się i mówią, że im miło, że znów jesteśmy. W Carskiej mają nawet taką pamięć, że potrafią określić, kiedy widzieliśmy się ostatnio (państwo jakoś tak w listopadzie do nas zaszli, oj,  to już chłodno było, sporo orzechówki poszło). Takie zagajenie, moim zdaniem, znacznie pomaga przełknąć dość wyśrubowane ceny.   I przywołuje odległe wspomnienia, jak to świeżo po obejrzeniu dwóch odcinków The Walking Dead, dokładnie 1 listopada przedsięwzięliśmy wyprawę do Carskiej, z kijem dla obrony przed zombiakami, a mgła się ścieliła nisko na polach i stało się jasne, że na trzeźwo nie damy rady wrócić, stąd ta orzechówka.

Ale wracając: stary zamówił jesiotra,  a my z kelnerem doszliśmy do wniosku, że do mnie, jako czułego mięsożercy,  najbardziej pasuje stek z jelenia.

Jesiotr

 

Tyle jesiotr. Mój stek  z grzybami, buraczkami i masłem czosnkowym okazał się mniej fotogeniczny, ale imo lepszy w smaku:

stek

 

Stek z jelenia wprowadził mnie w nastrój liryczny i w zasadzie przez resztę wieczoru mogłabym mówić wierszem, gdyby nie drobna przeszkoda. Ponieważ właśnie lunęła ściana deszczu i do hotelu dobiegliśmy już sieczeni ulewą, niemożliwe okazało się siedzenie pod chmurką i słuchanie pieśni chachłackich, więc postanowiliśmy pójść do najtklabu w naszym hotelu. Skończyło się przymusowym siedmiokrotnym wysłuchaniem hitu „Ona tańczy dla mnie”. To i tak postęp w porównaniu z Sylwestrem. Wtedy przebój zespołu Weekend leciał jedenaście razy. Widać przez te pół roku jednak się trochę osłuchał.  Trzymam kciuki, żeby ten trend się utrzymał.

 

9 komentarzy

  • Igor Banaszczyk

    Faktycznie to chyba trzy najlepsze białowieskie restauracje. Ostatnio doszło jeszcze nowe kapitalne miejsce – klubokawiarnia „Walizka” ze świetnym piwem i cydrem w bardzo niskich cenach.
    Mimo wszystko jednak, jeżeli chodzi o jakość potraw regionalnych to dla mnie numerem jeden pozostaje „Lesny Dworek” w Hajnówce. Polecam nie przejmować się nieco prlowskim wystrojem i zajrzeć przy okazji najbliższej wizyty.
    Pozdrawiam
    graf-zero.blogspot.com

    • Ewa

      Również jestem fanką leśnego dworku. Kiedyś zawiozlam tam znajomych, którzy początkowo zdawali się być zdegustowani „wystrojem”. Zmienilili jednak zdanie po pierwszym kęsie pierogów zapiekanych z parmezanem.

  • Mateusz Styrczula

    Witam serdecznie! Gwara jakiej używa się w Białowieży należy do zespołu gwar białoruskich, ale posiada unikalne sobie („puszczańskie”) cechy. Jeśli chciałby Pani dowiedzieć się czegoś na temat ginących gwar Podlasia to polecam odwiedzenie strony http://www.svoja.org oraz fanpage’a „Howorymo Po Swojomu” na facebooku. 🙂 Gwara ta nie zjawiła się od tak sobie. Jest po prostu nierozerwalnie związana z tym, ze okolice Hajnówki, Bielska Podlaskiego czy Białowieży od zawsze zamieszkiwali Rusini (Białorusini). Oczywiście mało kto zapytany odpowie tak obcemu (to wstydliwy temat) ale proszę spojrzeć chociażby na tą mapkę. Mniejszość szybko się asymiluje. Jeszcze 50 lat temu Polaków było w Białowiezy garstka, ale teraz autochtoni błyskawicznie się asymilują i porzucają język przodków.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Bia%C5%82orusini_w_Polsce.png

  • fan

    Język chachłacki to wcale nie jest połączenie rosyjskiego, białoruskiego i polskiego. Od momentu gdy Ukraińców nazwano chachłami język ukraiński nazywany był chachłackim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *