„Przelotni kochankowie” czyli skupmy się na gadaniu

"Przelotni kochankowie" czyli skupmy się na gadaniu

No i się ciepło zrobiło. Poznaję po tym, że gdzie nie pójdę, ludzie narzekają, że upał. Jak było zimno to narzekali, że zimno. Zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby ponarzekać. Myślę, że przydałby się cień wdzięczności, jeśli chodzi o pogodę. Zima trwała w tym roku bite 5 i pół miesiąca, to chyba dobrze, że minęła, co nie? W związku z tym nie narzekam. Zastanawiam się tylko po cichu, czy nic mi się nie chciało w większym stopniu jak było zimno, czy teraz, jak jest ciepło. Wyszło, że porównywalnie. Być może to cecha osobnicza, niezależna od pogody. Ale w sumie nie o to się rozchodzi. Ponieważ wierzę w metodę klina, postanowiłam się wybrać na film, który rozgrywa się w jeszcze cieplejszej scenerii. Konkretnie w Hiszpanii. A detalicznie nad. No i teraz próbuję sama ze sobą dojść do porozumienia, czy Przelotni kochankowie mogli…

Znowu dieta

Znowu dieta

I znów zbliżają się wakacje, a wraz z nimi odwieczny dylemat – dlaczego ze starannie wyliczonego BMI niezbicie wynika, że jestem za niska? Co gorsza, wyciągnięcie z pawlacza pudła z ubraniami wakacyjnymi oraz wstępne przymiarki, budzą podejrzenie, że być może nie o wzrost tu chodzi. Postanowiłam więc po raz kolejny wziąć się za siebie i przejść na dietę. Od dzisiaj, bo nie ma co odkładać, lato za pasem.   Dzień zaczął się nawet nieźle. Zgodnie z zasadami „diety turbo” zapodałam sobie na śniadanie omlet z pomidorami i koperkiem, a dwie i pół godziny później – truskawki w zalecanej ilości. Kłopot w tym, że dieta turbo opiera się na 6 małych posiłkach dziennie i już nie miałam czasu zmieścić pozostałe cztery. W połowie dnia uznałam więc, że do wieczora jestem na diecie Mosleya, czyli 5 dni jedzenia, 2 dni pół-postu i…

Scully, Kalinda i Roose Bolton w jednym serialu

Scully, Kalinda i Roose Bolton w jednym serialu

Brzmi jak spin-off, prawda? Inna rzecz, że komuś, kto chciałby zrobić kompilację Archiwum X, The Good Wife i Gry o tron życzyłabym szczęścia, chociaż niespecjalnie szczerze. A jednak wyszło coś w podobie. Każda z tych postaci, porozsiewanych po rozmaitych serialach, jakimś cudem zagrała siebie. Scully jak zwykle ściga, chociaż tym razem nie kosmitów, no i chodzi w innej wadze językowej. Kalinda niezmiennie full profeszynal oraz nadal wycofana i tajemnicza, a Bolton swoim zwyczajem gra na dwie strony. Wszystko to dzieje się w brytyjskim miniserialu The Fall. Teoretycznie jest to koprodukcja amerykańsko – brytyjska, jednak obecność Amerykanów jest prawie niezauważalna i, pozwolę sobie zauważyć, z korzyścią dla serialu. Gillian Anderson tak  wyszlifowała akcent, że na moje polskie ucho jest nie do odróżnienia. Archie Panjabi, londynianka z urodzenia, wróciła do korzeni, a Michael McElhatton, rodowity Irlandczyk, po prostu był na miejscu.  Fabuła rozgrywa się  bowiem…