Małże, limpety i inne potwory morskie

Małże, limpety i inne potwory morskie

Madera, jak to wyspa, żywi się głównie owocami morza. I bananami. Plantacje bananowe ciągną się kilometrami, nawet w samym Lido, czyli właściwie jeszcze w obrębie stolicy. Początkowo wydawał mi się dziwny widok apartamentowców upchniętych między polami uprawnymi, ale potem pomyślałam, że w sumie tak samo jest w Polsce, z tą różnicą, że u nas osiedla buduje się na rzepaku i łubinie, a w Funchal na bananach, co kraj to obyczaj. Maderczycy mają chyba niestety niejaki problem z upłynnieniem tych miliardów bananów, bo upychają je do każdej potrawy, najchętniej do ryby. Ryby także są wszechobecne. Najbardziej oczywiście na targu. Stary, niczym pies myśliwski, ruszył od razu  tropem, olewając kwiaty, cebulki do samodzielnego wyhodowania (akurat! jakby to było takie proste!), owoce, w tym wiśnie o smaku chilli, banany o smaku ananasa oraz mango, których późniejsza konsumpcja w hotelu przypominała jako żywo sceny…

Funchal

Funchal

Stolica Madery, Funchal, nazywana jest miastem ogrodów. Rzeczywiście, nawet na dziko wygląda lepiej niż nasz Botaniczny, Z klimatem jednak się nie wygra. W Polsce można sadzić, dbać, cackać się z tymi roślinami, podlewać, dokarmiać odżywką, no rosnąć rośnie, ale tak jakoś bez przekonania.  Zawsze jestem pod wielkim wrażeniem obszarów, które mają taki klimat, że – wierzę w to święcie – jeśli się zagrzebie w ziemi  jedno euro to prędzej czy później wyrośnie drzewko eurowe. Niestety nigdy nie wyjeżdżałam na tyle długo, by to sprawdzić. Funchal w początkach maja tonie w zieleni. Wszędzie coś rośnie, kwitnie, wylewa się kaskadą z doniczek zawieszonych na murach domów. Podobno tak jest przez cały rok. Ogród, ciągnący się wzdłuż promenady nadmorskiej w Funchal zakamarek na Starówce deptak w centrum, taka nasza Marszałkowska Pomiędzy roślinnością kręcą się tłuste jaszczurki w ilości, na oko , jakieś 3…