W domu i zagrodzie

W domu i zagrodzie

Kolega, który od niedawna zagląda na mój blog, ostatnio w pierwszych słowach powitania podzielił się swoją refleksją, że ciasta to ja robię jednak niewyględne. Wnioskuję stąd, że stołować się u mnie nie będzie, a także moje szanse w Polskim Turnieju Wypieków rysują się raczej mgliście. Cóż, nigdy nie twierdziłam, że w starania nad obejściem planuję inwestować ciało i duszę całą, gdyż z doświadczenia mi wynika, że każdy gniot się sprzeda, byle tylko miał dobry pijar. Moja ideologia polega na tym, by nie rozpieszczać nadmiernie rodziny. Dzięki temu jak już podejmę decyzję, by czasowo przekształcić się w koło gospodyń wiejskich, są wiwaty i tańce w strojach ludowych. Każdy człowiek, uważam, posiada jakiś dar. Powiadają, że kobieta z niczego potrafi zrobić sałatkę i awanturę. Ja na ten przykład potrafię chałupniczo zmontować telenowelę na powierzonym materiale. Dajcie mi sznurek, antenkę i pół esemesa…