Studium w fiolecie

Studium w fiolecie

No więc wczoraj włączyła mi się opcja stachanówki, posłyszałam skądyś daleki zew Stasi Bozowskiej, z głębi gruźliczych płuc wydarty i postanowiłam zrobić coś dla domu i rodziny, MIMO że nic się nie spierdoliło. Czyli w ogóle wbrew zwyczajowym procedurom, polegającym na tym, że jak się spierdoli to najpierw długo wypieram ten fakt, potem czekam, a nuż się samo naprawi, potem wypieram, że się jednak nie naprawiło, w międzyczasie ucząc się żyć z tym spierdolonym i tłumacząc sobie, że na tym właśnie polega minimalizm, w sumie trochę to trwa. Procedurę ściągnęłam od facetów, czasem naprawdę trafiają im się dobre pomysły. Kompletnie zaskoczona własną heroiczną postawą, pojechałam do Ikei, celem podciągnięcia się w dziedzinie fioletoróżu. Jakoś mnie wzięło na ten kolor, w sumie przypadkiem, bo zaczęło się od niezobowiązującego paska na narzucie i tak się rozprzestrzeniło, nie wiedzieć czemu. Mam tylko lekkie…

Piękne lata 70-te

Piękne lata 70-te

Na temat ich urody nad naszym rodzinnym stołem toczą się z reguły burzliwe dyskusje. Nasi Rodzice z rozrzewnieniem wspominają tamte czasy, a stary i ja dostajemy piany, mamrocząc gniewnie o fałszywej świadomości, niewolniczym systemie, upodleniu człowieka i syndromie sztokhlomskim. Wtedy przeważnie Teść nie wytrzymuje i podsumowuje nas krótko: prawda, prawda i to też prawda, ale my wtedy byliśmy młodzi i mieliśmy życie przed sobą. Cóż, pewnie coś w tym jest, że ludzie idealizują czasy swojej młodości. Sama z rozczuleniem obejrzałam komedię Juliusza Machulskiego „Ile waży koń trojański”. Rzeczywiście stajlówa końca lat 80-tych pozostawia co nieco do życzenia, a już na pewno nie potrafiliśmy się uczesać, niektórym po licznych eksperymentach fryzjerskich nigdy już nie udało się odzyskać włosów, ale z drugiej strony kino Moskwa jeszcze działało, a ze stratą Supersamu na Puławskiej dotąd jakoś nie mogę się pogodzić. Filmowcom także zdarza…