Każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób

Cytat, którym Lew Tołstoj rozpoczyna „Annę Kareninę” przypomniał mi się z dwóch powodów. Powody wystąpiły jednocześnie, można powiedzieć hurtem i jakoś tak zlały mi się w całość. Jednym jest powieść J.K Rowling, reklamowana jako pierwsza powieść dla dorosłych tej autorki „Trudny wybór”, a drugim sztuka Eugene’a O’Neilla „Zmierzch długiego dnia”. Oba trafiły mi się psim fartem. Książkę Rowling kupiłam za pół ceny dzięki kupon- grupon, a  na urodzinowy spektakl Krystyny Jandy w warszawskim Teatrze Polonia bilety cudem zdobyła moja Sis.

Byłam akurat w drugiej połowie lektury, gdy Piotr Machalica i Krystyna Janda zwalili mi na głowę wszystkie problemy rodziny  Tyronów, wyjątkowo zresztą toksycznego zbiorowiska. Czego tam nie ma! Nałogi, choroby, fatalne zupełnie relacje między członkami rodziny, usztucznione na pokaz właściwie nie wiadomo, czyj, bo rodzina żyje w niemal kompletnej izolacji, co jeszcze bardziej pogłębia patologię. Między Jandą i Machalicą iskrzy naprawdę fajnie, co ma swoje znaczenie, bo chociaż sztuka jest raczej wiekowa, to inscenizacja świeża i aktorzy, nawet tak doświadczeni, momentami gubią tekst. Ale jeszcze szybciej ratują się wzajemnie z opresji i wpadki, w ogólnym rozedrganiu wszystkich bohaterów, rozchodzą się po kościach.  Duet Janda – Machalica pamiętam jeszcze z odległych czasów z Powszechnego, gdzie grali razem w „Dwojgu na huśtawce”. Już wtedy byli zgrani, a teraz, po latach, są jeszcze bardziej.

Na tym tle młodzi aktorzy w rolach synów, wyraźnie odstają. Być może zjadła ich trema, no bo w sumie kogo by nie zjadła w takiej sytuacji? Inna sprawa, że Krystyna Janda jako reżyserka spektaklu, nie okazała im wiele miłosierdzia. Jako główny środek wyrazu zaleciła miotanie się po scenie, a dodatkowo jeden z nich w regularnych odstępach czasu wypluwa sobie płuca i rujnuje krtań, gdyż jego postać choruje na gruźlicę. I nie jest to bynajmniej dystyngowane pochrząkiwanie Hansa Castorpa, tylko ogłuszający hałas, który tak się udzielił Sis, że empatycznie też zaczęła się dusić.

 

Więc widzom po świeżym przeziębieniu raczej nie polecam.

Skojarzenia z książką Rowling zasadniczo nasuwają się same. I tam i tu mamy do czynienia z wiwisekcją totalną, zupełnie bez znieczulenia, wręcz nawet zakrawającą o teksańską masakrę piłą, po której następuje wyciąganie flaków i oglądanie ich pod światło. W obu tekstach nie tylko nie ma postaci, z którą można by się identyfikować ( w każdym razie ja nikomu nie życzę), ale nawet takiej, którą można by polubić, albo chociaż życzyć wszystkiego najlepszego.  Wszyscy mają swoje za uszami, a gęsta sieć powiązań między bohaterami sprawia, że ciężko odróżnić sprawcę od ofiary. A może każdy jest nimi obojgiem równocześnie. Matka, zarówno u Rowling jak u O’Neilla jest ofiarą, ale zarazem także i katem swoich dzieci i fakt, że żadnej z tych ról nie sprawuje ze swojej własnej woli, w żaden sposób nie wzbudza współczucia.  Oba utwory literackie usiane są przypadkami, które sprawiły, że jest tak chujowo, jak jest. Czasem decydujący okazuje się grzech zaniechania, czasem impregnujący nałóg, czasem uparte trwanie w konsekwencjach dokonanych wyborów, nawet jeśli widać już jak na dłoni, że nie są one najszczęśliwsze, a czasem  obojętność, która prowadzi do tragedii. Czy były sygnały, czy nie było, czy zajęty swoimi problemami człowiek zwyczajnie ich nie dostrzegł, tego nie sposób dociec po fakcie, bo Anuszka rozlała już olej.

Wymowa obu tekstów nie nastraja zbyt optymistycznie, bo w zasadzie sprowadza się do konkluzji, że by większość się opamiętała – a przynajmniej otrzymała taką szansę – musi być ofiara. I to konkretna, z krwi i kości, nie jakaś tam symboliczna.

Dodam jeszcze, gwoli dopełnienia obowiązku osoby, żywiącej się plotką, ze w finałowej scenie Krystyna Janda eksponuje gołe plecy oraz ich dolną część, popularnie zwaną pupą. Jej największa rywalka, Joanna Szczepkowska dokonała podobnej sztuki 3 lata temu w Dramatycznym. Za pokazanie tyłka wyleciała z pracy. Najwyraźniej wojna między aktorkami  (skoro wiadomo, że filmu o Marii Skłodowskiej jednak nie będzie) wkroczyła już w fazę tyłkową i żadna nie chce być gorsza. Oczywiście Jandzie nie grożą sankcje służbowe, bo pupę pokazała u siebie. Ale skończyło się zapaleniem płuc. Na szczęście już minionym.

 

Eugene O’Neill
ZMIERZCH DŁUGIEGO DNIA
czas trwania spektaklu: 135 minut, 1 przerwa
UWAGA: spektkal przeznaczony dla widzów od 15. roku życia!

Przekład – Wacława Komarnicka. Krystyna Tarnowska
Reżyseria – Krystyna Janda
Scenografia i kostiumy – Magdalena Maciejewska
Muzyka – Janusz Bogacki
Światło – Adam Czaplicki, Adam Kłosiński
Układ walk – Wiesław Chmieliński
Asystent scenografa i kostiumologa – Małgorzata Domańska
Producent wykonawczy i asystent reżysera – Marta Więcławska