Jedno, co warto to upić się warto

Słowa Mariana Hemara zyskują na znaczeniu zwłaszcza o takiej porze, jak teraz, kiedy wydaje się, że zima będzie trwała wiecznie i człowiek zaczyna łapać się na tym, że coraz ciężej mu odtworzyć w pamięci, jak podwórko przed domem wygląda latem. Gdyż czasy, w których tak wyglądało, wydają się tak odległe, jakby przytrafiły  się komuś innemu i w ogóle w odległej galaktyce (ale raczej nie na planecie Hoth).

No więc z tego fragmentu wynika, że ta kurwa, depresja sezonowa, już mnie dopadła. U mnie pierwszym objawem jest przemożna chęć oglądania w kółko wczesnych sezonów „Przyjaciół”, więc kiedy intuicyjnie sięgnęłam po odcinek, w którym Ross i Rachel po raz pierwszy się całują, uświadomiłam sobie, że nie jest dobrze.

Chociaż zdaję sobie sprawę, że niewiele tu się da poradzić, bo sezonowa depresja ogarnia mnie od zawsze i prawdopodobnie będzie trwała do czasu, gdy będę już starą rezydentką na Teneryfie, duch walki mimo wszystko się we mnie budzi. Oczyma wyobraźni widzę się snującą jak zombie w szlafroku i wałkach na głowie od świtu do zmierzchu i ta wizja budzi jednak jakiś niemrawy sprzeciw.  Ponieważ jednak, jak wspomniałam, środki są ograniczone, postanowiłam się znieczulić na aurę za pomocą napojów wyskokowych. W związku z tym razem ze starym owacyjnie powitaliśmy mejla, nadesłanego przez moją ulubioną restaurację Enoteka, w sprawie środowej degustacji.

Zwłaszcza, że obiecali wyżerkę.

Wyżerka, jak zwykle primasort. Zgapiłam się i nie sfotografowałam sera koziego na rukoli, ale pozostałe 2 dania udokumentowałam.
Na drugie były pierogi z borowikami, posypane płatkami parmezanu  i chrupiącą szynką parmeńską i  wnioskując ze śladów, także  rozmaryn musiał być w robocie.

 

Tym razem degustowaliśmy wina ekologiczne, pochodzące z Langwedocji. Najeżyłam się jak tylko usłyszałam słowo „organic”, gdyż z zakupów w sklepach oferujących żywność tego typu zapamiętałam głównie wysokie ceny. Okazuje się jednak, że nie jest to reguła. Ceny zaprezentowanych nam win nie należą do wygórowanych, a wręcz nawet nastrajają optymistycznie, gdyż są niewiele wyższe od supermarketowych sikaczy typu wino z Matkąboską, a są znacznie przyjemniejsze w smaku i nie powodują kaca.  Moim zdaniem lepiej wypadły wina białe. Czerwone sprawiały wrażenie, jakby udawały coś, czym nie są, zresztą sama winiarka przyznała, że trzeba by jeszcze nad nimi popracować.

Ale w zestawieniu w wołowina medium okazały się łatwo przyswajalne.

 

Jeśli o mnie chodzi, to skończyło się, jak zwykle w Enotece, wylizywaniem talerzy, własnych i spowinaconych.

Przy okazji, bo miewam ostatnio wyrzuty sumienia, że w ogóle nie piszę o ciuchach, a w zamierzeniu miałam, chciałam napomknąć o tkaninach. Uczciwie wyznam –  boli mnie, że  polskie firmy tak rzadko eksperymentują z tkaninami. Byłam niedawno w sklepie Solara, więc wiem, co piszę. Kolejna kolekcja i znów te same gryzące wełny. Od lat nic się nie zmienia. Nie chodzi o to, że postanowiłam snobować się na zachodnie metki.  Bynajmniej. Chętnie wsparłabym własną kartą kredytową rodzimy przemysł odzieżowy. Szkoda tylko, że nie daje mi szansy. Mój patriotyzm wymięka w zestawieniu z gryzącą dzianiną. Mamy jednak zimę, a w zimie to wiadomo, nawet kaczki inwestują w ciepłe kubraczki. Kiedy kupowałam w internetowym sklepie La Garconne cieniutką, półprzezroczystą bluzkę koszulową, nie podejrzewałam, co ona potrafi. Troszkę się tylko zdziwiłam, że przy debiutanckim założeniu, jakoś tak w połowie czerwca, spociłam się jak ruda mysz. Tknięta nieokreślonym przeczuciem, spojrzałam na metkę. Jedwab z wełną, po połowie. Aktualnie jest to mój ulubiony zimowy ciuch, który trzyma ciepło, a jednocześnie człowiek czuje się lekko i przewiewnie. To dla mnie ważne, zwłaszcza odkąd suwak w mojej zimowej kurtce przy konfrontacji z grubym swetrem, odmówił współpracy, a kiedy go wreszcie zasunęłam, wyglądałam jak ludzik Michelina.

 

Można, jak się okazuje, ominąć ten krępujący look. Wystarczy patrzeć na metki. Bluzka z mieszanki jedwabiu z wełną wygląda tak:

Bluzka See by Chloe, „muśnięcia słońcem” na czerepie by salon fryzjerski Strefa Cięcia.