Znów przegapiłam koniec świata

 

Media kłamią. A Media Markt to już w ogóle. Czy trzeba na to jeszcze jakiś dowodów? Wstałam rano, z całego serca licząc na koniec świata, który wybawi mnie od konieczności spędzenia w supermarkecie cennych godzin mojego życia, których nikt nigdy mi nie zwróci, a tu takie rozczarowanie! Ten poprzedni koniec świata, z 12 grudnia w ogóle jakoś przegapiłam, szczerze mówiąc dopiero oglądając zaległy odcinek „Rodzinki pl.” dowiedziałam się, że był. Teraz sięgając pamięcią wstecz, przypominam sobie, że nawet kusiłam los, przebywając w tym magicznym dniu: raz, że na niewielkiej wyspie, dwa – na katamaranie u wybrzeży tejże niewielkiej wyspy, więc tsunami powinno było zgarnąć mnie w pierwszej kolejności. I dobrze, bo jakoś nie uśmiecha mi się wytężona praca nad przedłużeniem gatunku w jakiś skalnych katakumbach. Zresztą mam geny zupełnie do niczego, więc tym lepiej dla ludzkości.

No ale koncepcja znów okazała się niedopracowana i niestety trzeba żyć dalej. Opłacić rachunki, umówić się na przegląd samochodu,  zrobić sałatkę jarzynową, w sumie nic specjalnie ekscytującego. Takie życie.