Zapiski na serwetce ze stołówki cz. 2

Zapiski na serwetce ze stołówki cz. 2

Dzień trzeci Zanotowałam pierwsze załamania oraz przypadki otwartego buntu.  Laski przerzucają się samodzielnie postawionymi diagnozami, które wedle wszelkiego prawdopodobieństwa uniemożliwiają im udział w dzisiejszych zajęciach. Z racji, że basen zaczyna się za pół godziny, w rankingu schorzeń na prowadzenie wychodzi tarczyca.  Bo wtedy skóra swędzi, więc chlor jest zupełnie niewskazany. A reszta to już jak u Sidorowskiej, czyli taka ogólna tendencja: kolka, wątroba, śledziona, noga. Ja niestety czuję się obrzydliwie zdrowo, więc idę na ten basen, no bo co mam robić. I tak muszę kupić preparat z magnezem i potasem, żeby nie kojfnąć na drenażu, psując statystyki. Szczęśliwie na śniadanie rzucili bułki. Wprawdzie tylko opcjonalnie i to bardziej dla osób bezdietowych (są takie), ale sprawdziłam, że nikt ich nie liczy, więc podwędziłam jedną i dodatkową porcje wędliny.     Woda w basenie okazała się chłodniejsza niż wczoraj, więc instruktor wprowadził…