Płaszcze i szpady

Płaszcze i szpady

Głęboko wierzę, zresztą mam ku temu podstawy, że wcześnie kształtowane gusta pozostają na całe życie. Najlepszym przykładem jest Gremlin, jeszcze w kołysce będąc indokrynowany serialem „Przyjaciele” (puszczali wtedy w czasie niekodowanym na Canal Plus). W wieku blisko 18 lat nadal nie przeciął pępowiny łączącej go z tym serialem i całą rodziną trzymamy kciuki, żeby w bliżej nieokreślonej przyszłości  (ale lepiej bliższej niż dalszej) wygrał grube miliony w teleturnieju ze znajomości tej produkcji, bo w innym przypadku samodzielnie do żadnych pieniędzy raczej nie dojdzie. Serial „Przyjaciele” jest bowiem jedynym tematem, który zdołał poznać dogłębnie i drastycznych zmian w tym zakresie nie przewiduję, w każdym razie nie za mojego życia. No, gdzieś te młodzieńcze fascynacje zostają w człowieku i nic się nie da na to poradzić.  U mnie tak było z  filmami z gatunku płaszcza i szpady. Zaczęło się od przypadkowo obejrzanych…

Krzesełko turystyczne

Krzesełko turystyczne

Nie jest to jakieś tam krzesełko turystyczne, lecz krzesełko ekwadorskie, co zupełnie zmienia postać rzeczy. Mówią, że mężem, dzieckiem ani psem nie da rady się pochwalić, bo jak przyjdzie co do czego to dziecko zwymiotuje, pies zrobi kupę, a mąż zaprezentuje pełen wachlarz zalet windykatora haraczy  z Charkowa  i wszystkie nasze przyjaciółki będą przekonane, że nas leje. Mimo to podejmę próbę. Tytułowe krzesełko, przedstawione na zdjęciu autorstwa mojego męża,  zajęło pierwsze miejsce w fotograficznym  konkursie międzyfirmowym w kategorii „zdjęcie poprawne technicznie, pozbawione jakiegokolwiek przesłania”. Moim zdaniem stanowczo ma coś w sobie.     A ta z kolei fota, tego samego autora, zgarnęła pierwszą nagrodę w kategorii architektura. Przedstawia stare miasto w Quito.        

Zapiski na serwetce ze stołówki cz. ostatnia

Zapiski na serwetce ze stołówki cz. ostatnia

Dzień szósty Totalne załamanie kondycyjne. Takie po całości. Od rana nic, tylko rozmowy o cierpieniu. Połowę turnusu trzęsie, a druga połowa odtoksycznia się w toalecie. Ja na razie przynależę do pierwszej grupy, chociaż z racji spektakularnych efektów ,wolałabym do drugiej. No nic, taki lajf, pechowcom zawsze pod górkę. Ci, którzy mają odwagę oddalić się od łazienki, idą, jak co rano, na basen.  Ponieważ jest to zarazem ta grupa, którą trzęsie, po ćwiczeniach w te pędy lecimy do jacuzzi, żeby posiedzieć w cieple. Przy okazji wychodzi nam test na wyporność, czyli ile osób zdoła się zmieścić w czteroosobowym jacuzzi i okazuje się, że siedem w całości plus dwie pary nóg bez reszty tułowia. A zaznaczę, że Aniołki Victoria’s Secret raczej na wczasy odchudzające do Jastrzębiej nie przyjeżdżają, w każdym razie na pewno nie zauważyłam Mirandy Kerr na naszym turnusie. Trwa licytacja,…

Zapiski na serwetce ze stołówki cz. 3

Zapiski na serwetce ze stołówki cz. 3

Dzień czwarty Nie jest dobrze. Zaczynam przeczuwać istnienie mięśni, o które się dotąd nie podejrzewałam. Wszystkie je szczegółowo wypunktował pan Tadeusz podczas wieczornego masażu. Wymiana naszych opinii na ten temat była raczej zdawkowa i jednostronna. Ja co jakiś czas wydawałam naznakowane cierpieniem piski, na co Tadeusz wyrozumiale pytał: tutaj boli? Po czym przyciskał jeszcze mocniej. Myślę, że na jakiś czas straciłam czucie w ręce, na szczęście prawej, więc to chyba nie był jednak zawał serca. Koleżanka mnie wyśmiała. Jej masażysta wychodzi z założenia, że jeśli klient nie skacze pod sufit wrzeszcząc przeraźliwie, to znaczy, że coś poszło nie tak. Dzisiaj za namową pielęgniarki zrezygnowałam z drenażu na rzecz zabiegu o nazwie termo-slim. Podobnie jak drenaż, opiera się na wsmarowaniu preparatu i owinięciu folią. Potem się delikwenta zawija pasami elektrycznymi  i powoli grilluje. Docelowo powinien wypocić gramaturę średniej wielkości karkówki. Mnie…