• Kultura

    Obejrzałam coś fajnego

    I jest to takie fajne, że postanowiłam zrobić sobie przerwę od seksownych kociaków filmowych. Bo w tym, co w tytule, kociaka żadnego nie ma, wręcz przeciwnie, no ale brytyjskie produkcje słyną z propagowania alternatywnych wzorców urody. Moim ulubieńcem jest pan z lewej: Kris Marshall i Daisy Donovan w „Zgonie na pogrzebie” 2007 Ale w tym filmie, co go teraz mam na myśli, ale jeszcze nie ujawniam, gdyż trzymam suspense, akurat go nie ma. I bardzo dobrze, bo po „Kochanie, poznaj moich kumpli” powinien wczołgać się pod szafę i poczekać aż ludzie zapomną. Ale do rzeczy. Po obejrzeniu trailera tego filmu, co to jeszcze nie wiecie i mając  w świeżej pamięci…

  • Kultura

    Filmowe kamienie milowe, czyli…

    … człowiek sam nie czuje, jak mu się rymuje. Ale wracając. Wspominałam o reżyserach, którym aktorzy powinni dopłacać. Jest takich więcej, nie tylko Sam Mendes. Patrząc na metroseksualnego Legolasa mało kto dostrzegłby w nim zadatki na prawdziwego faceta. I rzeczywiście, co film to Orlando jakiś taki chłopczykowaty, co zasadniczo zawęża jego target do wątłych gimnazjalistek, którym takie wyplute mydłki akuratnie pasują.  Mi osobiście strasznie popsuł całą „Troję”, którą skądinąd trudno nazwać dziełem wybitnym. Byłam stuprocentowo pewna, że Ridley Scott porywa się z motyką na słońce. Przeskok z Russella Crowe na Orlando Blooma wydał mi się karkołomną akrobacją. No bo pamiętamy przecież Russella i jego stuprocentowo męską, pooraną cierpieniem twarz, naznaczoną…