Placówki

Placówki

Wpis, wbrew pozorom, nie będzie traktować o niejakim Józefie Slimaku, zaciekle broniącym swojego skrawka ziemi przed niemiecką kolonizacją. Ale blisko. Mam na myśli filmy o ziemi. Ostatnio widziałam dwa: „Spadkobierców” i „Dziennik zakrapiany rumem”. W tym pierwszym, toczącym się współcześnie, rozległa rodzina potomków kolonizatora i hawajskiej księżniczki rozważa wybór jednej spośród wielu ofert zakupu ostatniego dziewiczego kawałka Hawajów w celu postawienia na nim wielogwiazdkowego hotelu. Rodzina Kingów jest właścicielami tej ziemi, a reszta świata chce położyć na niej łapę. Podobnie  sprawy się mają w „Dzienniku zakrapianym rumem”.  Tu także chodzi o przechwycenie wyspy, z ta różnicą, że portorykańskiej.  Po II Wojnie Swiatowej znajdował się na niej poligon wojskowy, a w czasie, kiedy toczy się akcja, czyli na początku lat 60-tych, amerykańscy urzędnicy w porozumieniu z szemranym specem od PR zamierzają zbić na niej majątek, wystawiając brzydki jak kupa hotel. „Jest…

Miejsce przy garach

Miejsce przy garach

Jak można wywnioskować z nowej ramówki Tefałenu, jesienią pół Polski będzie gotować,  a drugie pół – sprzątać. I uważam, że bardzo dobrze, bo mam już lekki przesyt śpiewających i tańczących. Może przynajmniej coś konkretnego z tego wyniknie. Pierwsze dwa odcinki Masterchefa wprawdzie przegapiłam, ale szybko nadrobiłam na plejerze i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Cóż za emocje! Nie moje wprawdzie, bo jakoś nie potrafię wzbudzić w sobie przejęcia stopniem miękkości jagnięciny, która nie leży na moim talerzu i nawet jej nie powącham, ale odczuwam empatyczną więź z uczestnikami. Nie spodziewałam się, że casting do programu kulinarnego wzbudza tak burzliwe uczucia. Kandydaci na mistrzów kuchni wydają się znacznie bardziej zmotywowani niż śpiewający, skaczący na trampolinie, a nawet żonglujący maczetami.  I o wiele bardziej wrażliwi. Są łzy, załamania nerwowe, rozpaczliwe błagania i wręcz można odnieść wrażenie, że niepochlebna opinia jury sprawi,…

„To nie ja, to oni…”

"To nie ja, to oni..."

– powiedział Bohdan Chmielnicki – Królewięta matkę mordują” Po czym ściągnął Tatarów na Rzeczpospolitą. Co za szczęście, że zawsze są jacyś oni, na których można zwalić. Owszem, z tej spychologii niewiele w sumie wynika, ale cóż to komu przeszkadza. No chyba, że się jest, że tak brzydko powiem, petentem. Wtedy sprawa nie wygląda już tak różowo. Internet się rwie, więc zaprosiłam pana z rozdzielni internetu, żeby sprawdził, co szwankuje. Pan przyszedł, trochę nam porozłączał i powiedział, że nie podłączy z powrotem, bo w gruncie rzeczy nie wie, od czego mogły być te kabelki, ale zakłada, że obejdziemy się bez nich. Internet rwie się nadal, ale to już nie tego pana problem, tylko centrali. Centrala zaś idzie w zaparte, że ten pan, co go nam przysłali, musiał coś sknocić, ale przyjrzą się sprawie. Przyglądają się już 3 tygodnie. Podejrzewam, że znaleźli…