Kamień. Czemuż to jest kamień?

czy to, co zwiemy kamieniem, pod inną nazwą byłoby równie nieżywe? Nic nie poradzę, że sprawy kosmosu nastrajają mnie poetycko i skłaniają do koślawych przeróbek angielskich klasyków.

No więc Curiosity jeździ sobie po Marsie i najwyraźniej poczyna sobie coraz śmielej, gdyż, jak podaje NASA , pokonuje już dystanse rzędu  42 metrów za jednym pociągnięciem, a ostatnio zbadał kamień wielkości piłki futbolowej. Po dogłębnej analizie okazało się, że faktycznie jest to kamień.

Zeby było jasne – nie mam nic przeciwko kamieniom. Zwłaszcza marsjańskim. Trzymałam kciuki za Spirit  i Opportunity, za Curiosity  też trzymam, podejrzewam nawet, że mam jakąś słabość do łazików. Pewnie przez skojarzenie z ciekawskimi pieskami, które chodzą i obwąchują wszystko. Wyeskspediowaniu Curisity towarzyszyły wielkie emocje, moje osobiste także, bo w końcu nigdy nie wiadomo, czy w sprawę nie zamiesza się jakiś niewyżyty seksualnie Howard Wolowitz, sterujący łazikiem na spółkę z pijaną laską poderwaną w barze. Z pewnością serial The Big Bang Theory pozwala spojrzeć na misje kosmiczne z zupełnie nowej perspektywy i sprawić, że nic już nie jest takie jak kiedyś.

 

Ale nie o tym chciałam. Za każdym razem, kiedy słyszę o nowym projekcie NASA, jestem w rozterce. Z jednej strony gorąco kibicuję, z drugiej jednak gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl, że nie tak miało być.

Kiedy lata temu bawiliśmy się w świetlicy w Kosmos 1999, a XXI  wiek wydawał się tak odległą perspektywą, że istniała obawa, że nie dożyjemy, a nawet jeśli to  jako zgrzybiali  30-letni starcy, byłam na tysiąc procent pewna, że w 2000 roku będzie już istniało przynajmniej jedno miasto na Księżycu, a stacja kosmiczna stanie się wakacyjnym kurortem.  No a poza tym, nie będzie się składała z kilku klaustrofobicznych modułów, tylko przypominała raczej Queen Mary 2. Nie przypomina. Wiem o tym z całą pewnością, bo oglądałam film w Imaxie i na pewno nie chciałabym tam spędzić wakacji, nawet gdybym miała taką możliwość.

Dlatego właśnie 30 lat temu tak ciężko mi było pogodzić się z myślą, że XXI wiek przyniesie tyle fanu, a ja będę za stara, żeby się nim nacieszyć. Czas zweryfikował nieco moje podejście do tematu. Po pierwsze rok 2012 zbliża się ku końcowi, a ja nadal żyję. To z pewnością zaliczam do zalet. Wadą zaś jest to, że jeśli chodzi o wakacje na Księżycu, nadal jesteśmy w dupie. To, czym obecnie dysponujemy to skan jakiegoś kamienia, który mógłby satysfakcjonować, gdyby nie wyśrubowane serialem Kosmos 1999 nadzieje.

To ja się tyle lat uczyłam angielskiego, w przekonaniu, że wszystkie pozaziemskie cywilizacje biegle nim władają, żeby teraz  zostać  z tym angielskim jak nie przymierzając Himilsbach? Z kim mianowicie miałabym sobie uciąć pogawędkę – z kamieniem?