Siermięga

Kiedy zobaczyłam w sklepie to dzianinowe coś, na pierwszy rzut oka skojarzyło mi się kanonicznie. Przymiarka potwierdziła moje podejrzenia – wyglądałam jakbym miała stułę na szyi. Ponieważ jestem zdecydowaną zwolenniczką kapłaństwa kobiet, konfesjonalny efekt przesądził o zakupie.

I chyba dobrze wyszło, bo debiut wełnianego czegoś moja koleżanka skomplementowała słowami : jaką masz korzystną siermięgę. Określenie nie jest ścisłe, bo o ile mi wiadomo, klasyczna siermięga powinna mieć rękawy, ale nie bądźmy drobiazgowi.

Z siermięgami trzeba generalnie uważać, bo lubią dodawać kilogramów i w mgnieniu oka zmienić człowieka w Magdę Gessler. Ale ponieważ ostatnio udało mi się wypocić na siłowni jakieś półtora kilo, poczułam przypływ odwagi i postanowiłam skojarzyć siermięgę z tuniką typu lejba i zrównoważyć nogami. Podobny efekt można uzyskać metodą łączenia z rurkami, ale akurat były w praniu.

Drugą istotną sprawą przy siermiędze jest fryzura. Osoby mające krótkie włosy nie mają tego problemu. Dłuższe, rozpuszczone dają błyskawiczny efekt ABS -u (absolutnego braku szyi). Ta zasada dotyczy zresztą wszystkich ciuchów, mających coś pod szyją. Stójkę, kołnierzyk, jakieś inne rozbudowane wykończenie. Nie wiem, jak łabędzią szyję trzeba by mieć, żeby się w tym obronić.

Inspiracją dołu był sentyment sięgający czasów dzieciństwa. W tamtych czasach graniczną datą był 1 maja. Tego dnia, bez względu na warunki atmosferyczne, do dobrego tonu należało wyjście na podwórko w podkolanówkach i sandałach. Nawet jeśli oznaczało to zaprezentowanie sinych z zimna, pokrytych gęsią skórką odnóży. Czekało się na ten dzień  z utęsknieniem, gdyż umożliwiał on zaprzestanie noszenia znienawidzonych rajstopek. Rajstopki w latach 70-tych były wykonaną ze sztucznej mieszanki diabelską konstrukcją z dwoma szwami z tyłu i jednym z przodu, a ponieważ za nic nie chciały się układać na człowieku, człowieka trzeba było układać w nich. Odbywało się to metodą łapania na gumkę i energicznego potrząsania delikwentem w rajtkach, żeby się w nich dobrze ubił. Efekt był raczej krótkotrwały i w połowie dnia wszyscy mieliśmy krok w okolicach kolan i  obfite obwarzanki na kostkach.

Od tamtej pory nienawidzę rajstop w żadnej postaci. Nie kupuję, nie noszę, nie lubię. Pończochy, zakolanówki owszem, w ostateczności kalesony narciarskie, wszystko byle nie rajstopy. Wolę mieć sine nogi.

Dzisiaj na szczęście nie było takiego ryzyka, w końcu to nie niepewny maj tylko całkiem sympatyczny czerwiec, chociaż ludzie narzekają. Ale ludzie zawsze narzekają na pogodę.


tunika i siermięga Sisley, zakolanówki Zara, buty See by Chloe

 

A oto kilka propozycji łączenia tuniki z siermięgami:

Jeśli naszym priorytetem jest dodanie sobie kilku centymetrów w nogach, najlepszym sposobem jest przedłużenie ich za pomocą butów na obcasie w kolorze maksymalnie zbliżonym do koloru rajstop/zakolanówek/ podkolanówek/ co tam mamy na stanie. W ten sposób na pierwszy rzut oka nie widać, gdzie nam się kończą nogi a zaczynają buty. Na zdjęciu – zestaw z platformami See by Chloe alternatywnie z botkami Bronx.


z ciepłym swetrem Hilfigera jako opcja na chłody.

 


ze swetrem z kapturem Massimo Dutti i przewygodnymi balerinami Prady

 

A tu propozycja uzupełnienia outfitu niebanalny dodatkiem w adekwatnej gamie kolorystycznej.  Nie musi być to kosztowny drobiazg, jak u Karwowskich. Naturalne futro, mimo protestów obrońców praw zwierząt nie wychodzi z mody, a w tym przypadku nie ryzykujemy oblania czerwoną farbą.

Kota zakładamy na ramiona i owijamy nim szyję. Niejaki kłopot możemy mieć jedynie  z przekonaniem go, by pozostał w tej pozycji i jeszcze trzymał tylne łapki w pyszczku. Zwierzęta zwykle tego nie robią, to znaczy te żywe.