Mroczne Wydarzenia

Mroczne Wydarzenia

Poranek dnia Mrocznych Wydarzeń wstał rzeźki i pogodny. Przedzierające się przez gałęzie drzew promienie słońca muskały niechronioną filtrem twarz mojej literackiej Alteregi, wystawiając ją na ryzyko przebarwień, kudłaty york dzielnie pokonywał nieskoszone źbła trawy, a leżące na chodniku truchełko przedwcześnie zmarłego gołębia przypominało o przemijaniu. „To dobry dzień, by umrzeć – pomyślała bystrze Alterega, spoglądając życzliwie na zwłoki – Ale także by żyć.” Oczywiście już wówczas Mroczne Widmo czaiło się nad miastem, a Sauron zbroił swe zastępy, lecz Alterega jeszcze o tym nie wiedziała. Myśli jej zaprzątał poranny pomiar wagi, wskazujący, że od wczoraj ubyło jej 54 deko. Postanowiła uczcić to wydarzenie jajkiem z wolnego wybiegu, pumperniklem z masłem oraz poranną lekturą Faktu. W domu panował błogi spokój. W laptopie ktoś cicho nucił „Deszcze Castamere”, a znad yorka unosiła się woń, wyraźnie wskazująca, że użył gołębia w najlepszy znany sobie sposób. „To…

Nie jest dobrze

Nie jest dobrze

W życiu każdej kobiety przychodzi moment, gdy staje ona przed koniecznością dokonania dramatycznego wyboru. Na przykład czy zainwestować polityczne emocje w makiawelicznego staruszka czy raczej gajowego ze strzelbą, a może w ogóle zostać anarchistką. Czy podjąć nierówną walkę z posiadanym już przychówkiem, celem wyprowadzenia go na ludzi, czy też raczej wyprodukować nowe młode na zasadzie „pierwsze koty za płoty”. Czy dokonać mordu ze szczególnym okrucieństwem na chrapiącym chłopie, czy co wieczór znieczulać się alkoholem, ryzykując stoczenie się do rynsztoka, a może upchnąć nastoletnią progeniturę w oknie życia i zająć jej pokój…? To są oczywiście przykładowe drobiazgi. Prawdziwym wyzwaniem jest podjęcie decyzji – jaka dieta. Nie jest to może klasyczna kalka wyboru Zofii, ale to w żaden sposób nie ujmuje jej dramatyzmu. Z punktu widzenia osoby, mającej do zrzucenia parę kilo, ludzie dzielą się na dwa gatunki. To tak jak –…

Mała czarna część 1

Mała czarna część 1

Przyznam, że jestem fanką basic wardrobes, capsule wardrobes i w ogóle wszelkich porad dotyczących tego, co powinnam mieć w swojej szafie, żeby niewielkim nakładem kosztów wystroić się jak szczur na otwarcie kanału. Wprawdzie nie pomnę, by kiedykolwiek wyszło mi zastosowanie się do nich, ale to nie znaczy, że rady są złe. Rady są wypas, tylko ja widać nie dorosłam. W związku z tym od dwudziestu lat wyglądam jak coś, co lada chwila się wypierzy, ale z nieznanych powodów zatrzymało się w pół drogi. Jednym słowem stylistka ze mnie jak z koziej dupy trąba, a to co tutaj prezentuję to nie żadne tam „stylizacje” tylko zwyczajne ubrania. Orientuję się, że w obecnych czasach przyznanie się do tego to taki sam wstyd jak  zarabianie średniej krajowej, grzybica lub jedzenie parówek. Zwłaszcza, że metrykalna 40-tka niejako z definicji implikuje raczej stosowanie się do wskazówek…